Piekło nad Ruhland - udane lądowanie w Osieku
Zbigniew Kubień

Untitled Document

PIEKŁO NAD RUHLAND – UDANE LĄDOWANIE W OSIEKU.
HISTORIA OSTATNIEJ MISJI LATAJĄCEJ FORTECY NUMER 44-6452.

 

Niniejszy artykuł dedykuję wszystkim lotnikom alianckim, a zwłaszcza tym, dla których Ich pierwszy lot bojowy był zarazem ostatnim, a ofiara Ich Życia - stała się trwałym fundamentem pokoju w dzisiejszej Europie.

Zbigniew Kubień

 

Andrychów, dnia 18 lutego 2010 r.

 

Pod koniec wojny - w lutym i marcu 1945 roku kilkadziesiąt amerykańskich samolotów wylądowało awaryjnie bądź spadło na terenie Polski. Były to samoloty uszkodzone przez niemiecką obronę przeciwlotniczą oraz kąśliwe myśliwce nad Berlinem, Chemnitz lub Ruhland.

Amerykańskie bombowce niezdolne do powrotu do swych baz w Anglii i we Włoszech decydowały się na ryzykowny lot za Odrę gdzie operowała już Armia Czerwona.
Wprawdzie można było i od sowietów oberwać tak z ziemi jak i z powietrza ale szanse na ratunek były wielokrotnie większe aniżeli w rozwścieczonej bombardowaniami Rzeszy, gdzie wyłapywani lotnicy nierzadko byli linczowania przez ludność cywilną, mającą dość morderczych bombardowań.

23 marca 1945 roku wcześnie rano obudzono załogi amerykańskich bombowców, które miały polecieć tego dnia nad Ruhland i zbombardować strategiczną niemiecką rafinerię położoną na południe od Berlina. Amerykańska 15. Armia Powietrzna, która stacjonowała na lotniskach w południowych Włoszech zamierzała wysłać tego dnia kilkaset ciężkich bombowców. W składzie bombowej wyprawy znalazła się również Latająca Forteca B-17G- 50DL o numerze seryjnym 44-6452, która posiadała wymalowane na nosie imię własne „BIG STUFF”.

Maszyna została wyprodukowana w zakładach Douglasa w Long Beach. Bombowiec dostarczono do Kearney 8 sierpnia 1944 roku. Do Grenier Forteca doleciała 15 sierpnia 1944 roku. Samolot został przydzielony do 20 Dywizjonu Bombowego 2. Grupy Bombowej w Amendola (Włochy) 22 sierpnia 1944 roku. W skład załogi Latającej Fortecy o imieniu własnym „BIG STUFF” wchodziło dziesięciu lotników, którzy nieraz otarli się o śmierć. Byli to :

Lotnicy doskonale wiedzieli że ich misja będzie bardzo niebezpieczna i nie mylili się. Nad celem przywitał ich bardzo celny i zmasowany ogień artylerii przeciwlotniczej.

Poniżej - prawdziwy historyczny rarytas - dwa zdjęcia słynnych niemieckich dział przeciwlotniczych. Czy to właśnie one celnie ostrzelały Latające Fortece z Wilamowic i Osieka?

Groźne żądła niemieckiej obrony przeciwlotniczej : działa przeciwlotnicze kalibru 88 mm - postrach alianckich bombowców.

Zdjęcia udostępnił autorowi artykułu celem publikacji - Tomasz Ptak - znany andrychowski kolekcjoner, któremu serdecznie dziękuję!


Foto - autor nieznany. Fotografia pochodzi z kolekcji Tomasza Ptaka


Foto - autor nieznany. Fotografia pochodzi z kolekcji Tomasza Ptaka

Chwilę później groźne odrzutowe myśliwce typy ME-262 z furią zaatakowały bombowce amerykańskie. Rozpętało się piekło- tak w powietrzu jak i na ziemi.

Oto tłumaczenie zeznań amerykańskiego pilota Latającej Fortecy o nazwie „BIG STUFF” jakie złożył kilka miesięcy później - już po powrocie do swojej macierzystej jednostki we Włoszech.

Wszyscy członkowie załóg amerykańskich bombowców byli zobowiązani do meldowania o każdej stracie maszyny w ich najbliższym szyku. Natychmiast po powrocie z misji musieli złożyć precyzyjny meldunek odpowiednim służbom wywiadowczym. Tak było i tym razem. Oto tłumaczenia poufnych zeznań z tej misji amerykańskich lotników dot. Fortecy „BIG STUFF”.

 

 

Tego dnia lotnicy amerykańscy oglądali bombardowanie Ruhland nie tylko z powietrza ale i z samego miasta! Dzień wcześniej- 22 marca 1945 roku- amerykańskie bombowce zbombardowały także Ruhland- spadło wiele maszyn, wyłapano zestrzelone załogi, które zdążyły opuścić pokłady zestrzelonych samolotów.

Oto relacja bezpośredniego świadka wydarzeń- amerykańskiego jeńca- bombardowanie Ruhland w dniu 23 marca 1945 roku w którym brała również udział Forteca „BIG STUFF”. Cytat pochodzi z doskonałej pracy Szymona Serwatki i Michała Muchy pt. „Z ZIEMI WŁOSKIEJ DO POLSKIEJ”, str. 122.

.”Następnego dnia, około jedenastej, nasze samoloty powróciły aby dokończyć robotę w Ruhland. Rozległy się syreny alarmowe. Do schronów ewakuowano niemal cały szpital. Wszystkich oprócz nas trzech, Amerykanów i wystraszonego strażnika. Kazano nam stanąć przy oknie i obserwować nalot. Nie potrafię znaleźć słów aby opisać czym jest bombardowanie widziane z ziemi. Mogę powiedzieć tylko, że napawa grozą. Bomby spadały w poprzek miasta, od jednego jego końca do drugiego. Musiałem przyznać rację niemieckiemu lekarzowi z którym wcześniej rozmawiałem, że bombardujemy nie tylko cele wojskowe ale także wszystko wokół". wspomina Mc Cauley.

Niestety nie są znane szczegóły dramatycznego lotu znad Ruhland uszkodzonej Latającej Fortecy numer 44-6452  o imieniu własnym „BIG STUFF”, która skierowała się na wschód, za linię frontu - do zajętej przez Rosjan Polski. Amerykańscy lotnicy doskonale zdawali sobie sprawę, że w każdej chwili mogą zostać dobici przez groźne niemieckie myśliwce czy też sprawną obronę przeciwlotniczą. Takie same przykre niespodzianki mogli zgotować im Rosjanie. Na wojnie nie ma czasu na myślenie- wygrywa przeważnie ten, kto pierwszy strzela.

Wielokrotnie zdarzało się że uszkodzone maszyny amerykańskie zostały dobite przez Rosjan, prawdopodobnie przez pomyłkę! Amerykanie o tym wiedzieli i stąd ich wielki niepokój trwający aż do przyziemienia.

Zadziwiającym jest fakt, iż w Osieku - wsi pięknej, dużej i zasobnej - nie jest znana dokładna data lądowania amerykańskiego bombowca oraz szczegóły tego niezwykłego wydarzenia. Nikłe informacje można znaleźć w lokalnej gazecie „ECHO OSIEKA” w artykule pt. „Lądowanie amerykańskiej Fortecy B-17 w Osieku na Karolinie” (marzec 1998 r.), ale i tak wymagają one wyjaśnienia i głębokiej interpretacji. Nie jest to treścią tego artykułu.

Około południa 23 marca 1945 roku nad Osiekiem pojawił się wielki samolot. Leciał wolno, nisko, niepewnie. Widać było, że ma problemy z lotem i przygotowuje się do awaryjnego lądowania. Samolot siadł w przysiółku Osieka nazywającym się Folwark Karolina (dzisiaj znajduje się tam duże osiedle domków jednorodzinnych), gdzie były pola uprawne, łąki i zagajniki oraz duże zabudowania folwarczne, które zachowały się do dnia dzisiejszego.

Lądowanie uszkodzonego, olbrzymiego amerykańskiego bombowca było wprost perfekcyjne. Samolot przyziemił na szczycie niewielkiego wzniesienia bez podwozia, zarył brzuchem kadłuba w miękkim polu zieleniejącego się żyta i przechylił się na prawe skrzydło. Po lewej stronie samolotu rozciągały się zagajniki Lasu Karolińskiego, na wprost widniały duże zabudowania folwarczne.

Zaciekawieni niezwykłym wydarzeniem mieszkańcy Osieka zaczęli ostrożnie podchodzić do samolotu. Jego pokład-bez pośpiechu- opuściła załoga składająca się z 10 lotników. Na mieszkańcach Osieka wielkie wrażenie zrobiły świetnie skrojone mundury, które doskonale leżały na przystojnych Amerykanach a także- ciemna karnacja jednego z członków załogi.

W artykule zamieszczonym w „ECHU OSIEKA” jest wzmianka o tym, że rzekomo jeden z lotników był czarny. To nie było prawdą, ponieważ czarnoskórzy podlegali w owych czasach segregacji rasowej i na ciężkich bombowcach nie latali. Chodziło tu o lotnika o ciemnej karnacji który był Latynosem a tacy latali w amerykańskich załogach bombowców.

Kiedy emocje trochę opadły lotnicy wynieśli z samolotu pudełka z czekoladą i innymi produktami żywnościowymi którymi zaczęli częstować gęstniejący tłum Osieczan.

Niestety, nikt z przybyłych nie potrafił porozumieć się z gośćmi, którzy wprost spadli im z nieba! Wreszcie ktoś przypomniał sobie, że we wsi jest człowiek, który kilka lat spędził w USA. Był to pan Jan Jurczyk. Wreszcie Amerykanie dowiedzieli się gdzie wylądowali a Osieczanie - dlaczego wylądowali.

Amerykanów ożywiła wieść iż wylądowali w Karolinie, wszak nazwa ta była im bardzo bliska sercu. Podobno jeden z członków załogi pochodził właśnie z tego stanu. Po pewnym czasie do unieruchomionego samolotu przybiegli żołnierze rosyjscy, którzy paśli konie w okolicy Lasu Karolińskiego. Podobno porównanie wyglądu żołnierzy obydwu armii było porażające i do dziś się o tym w Osieku pamięta. Po kilku godzinach, z południa nadleciało kilka rosyjskich (niektórzy twierdzą że było ich 10) lekkich samolotów- najprawdopodobniej typu PO-2 i wylądowało w polach nieopodal amerykańskiej Latającej Fortecy. I tu czeka na rozwiązanie kolejna zagadka: Skąd przyleciały sowieckie samoloty po amerykańskich lotników?

Prawdopodobnie było to lotnisko polowe w miejscowości Czajki- tuż obok miasteczka Kęty (może dlatego wszyscy lotnicy amerykańscy raportują, że wylądowali w Kętach, lub- obok Kęt). Lotnisko służyło Armii Czerwonej w 1945 roku i prawdopodobnie stacjonowały tam tylko lekkie maszyny. Lotnicy amerykańscy wsiedli do archaicznych radzieckich samolotów, wystartowali i…tyle ich widzieli podekscytowani mieszkańcy Osieka.

A co się dalej działo z opuszczoną Fortecą? Żołnierze rosyjscy nacięli gałęzi i młodych drzew w Lesie Karolińskim i sprawnie zamaskowali duży samolot. Przy niecodziennym obiekcie postawili wojskowy posterunek. Po około dwóch tygodniach rosyjskich żołnierzy podmieniła milicja obywatelska. Wartę pełniono tam do początku czerwca 1945 roku.

Rozpoczęło się stopniowe szabrowanie samolotu. Na wsi panowała bieda a więc wszystko się przydawało, samolot był ogromny- było więc co z niego odzyskiwać.
Najcenniejszą rzeczą był materiał ze spadochronów które pozostawiła załoga. Podobno niejedna elegantka z Osieka nosiła bluzkę czy sukienkę uszytą z tego właśnie nietypowego materiału. Z aluminiowych rurek, których setki metrów mieściło się w samolocie robiono chłodnice do produkcji bimbru, ze zbiorników ciśnieniowych wykonywano doskonałe wiadra a gumowe zbiorniki paliwa znajdujące się w skrzydłach służyły do wyrobu zelówek do butów. Resztki benzyny służyły jako cenne paliwo do zapalniczek. Po kilku tygodniach niewiele zostało z dumnej, pięknej i groźnej Fortecy. Pod koniec lipca 1945 roku przy samolocie pojawiła się rosyjska ekipa techniczna. Rosjanie zdemontowali ogromne silniki Fortecy. Kadłub rozerwano ładunkami wybuchowymi, Pozostałości samolotu wywieziono. Prawdopodobnie na stację kolejową do Kęt a stąd dalej koleją do Oświęcimia. To tutaj znajdowała się największa w Polsce składnica lotniczego złomu, który  zwożono do Oświęcimia z całej południowej Polski.
A co się dalej działo z dzielną załogą Latającej Fortecy z Osieka? Niestety nie są znane szczegóły losów feralnej ale i szczęśliwej załogi.

Podczas przesłuchania Amerykanie byli bici przez Rosjan, którzy sądzili, że lotnicy są niemieckimi szpiegami. Po 60. dniach żmudnej i niebezpiecznej wędrówki przez Kraków, Lwów, Kijów i Odessę- powrócili szczęśliwie do Włoch.

A co działo się na macierzystym lotnisku naszej Fortecy we Włoszech? Jeszcze tego samego dnia- 23 marca 1945 roku- założono zaginionej załodze MACR nr 13276.

MACR to Missing Air Crew Report- raport o zaginionej załodze.

Przesłuchano załogi Fortec, które wróciły szczęśliwie po zakończeniu niebezpiecznej misji. Starano się zebrać jak najwięcej informacji o zaginionych załogach. A było ich wiele…

Zamiast epilogu.

Od opisywanych wydarzeń minęło przeszło 60 lat. Ucichł tumult na wojennym niebie i ryk lotniczych silników. Trafione celnie samoloty spadły, uszkodzone siadły awaryjnie, całe- doleciały do swoich baz. Zanikły smugi kondensacyjne na wojennym niebie i czarne warkocze smolistego dymu palących się maszyn. Zgaszone czasze spadochronów ratowniczych były już bezużyteczne na zbombardowanej ziemi. Została tylko coraz słabsza pamięć o minionych wydarzeniach, trochę zakurzonych dokumentów oraz pożółkłych zdjęć. Historia Latającej Fortecy z Osieka mogłaby być treścią doskonałej książki a także- sensacyjnego filmu.

„BIG STUFF” latał w 20. Dywizjonie Bombowym należącym do 2. Grupy Bombowej wchodzącej w skład 5. Skrzydła Bmbowego 15. Armii Lotniczej. 20. Dywizjon stacjonował w węźle lotnisk wokół miasta Foggia we Włoszech w bazie koło miejscowości Amendola. Godłem 20. Dywizjonu był „Pineapple Pete”. Miało ono następujący wygląd:

Myślę, że władze Osieka powinny nawiązać kontakt z rodzinami lotników amerykańskich, którzy 60. lat temu szczęśliwie wylądowali w Osieku. Byłaby to świetna okazja do promocji tej miejscowości i całej Ziemii Oświęcimskiej a także południowej Polski. Być może nadejdzie taki dzień że rodziny amerykańskich lotników zasiądą za wspólnym stołem i spotkają się z mieszkańcami Osieka. Z pewnością ich rozmowy byłyby długie, pasjonujące i pouczające.

A wszystko zaczęło się 23 marca 1945 roku pod wojennym niebem Ruhland i wiosennym niebem Osieka…

Próby odtworzenia wojennej historii Latającej Fortecy „BIG STUFF” z Osieka byłaby niemożliwe gdyby nie wszechstronna pomoc wielu moich przyjaciół- tak z kraju jak i z zagranicy.

Bardzo serdecznie pragnę Im za to podziękować.

Są to:

Michał Mucha - Poznań
Szymon Serwatka, Bad Soden - Niemcy
Jerzy Boć, Ramstein - Niemcy
Wiesław Bączkowski - Warszawa
Peter Kassak - Słowacja
Stanisław Mrozik - Osiek
Krzysztof Wojtowicz - Bulowice.

„LATAJĄCA FORTECA” Z OSIEKA. SYLWETKĘ NAMALOWAŁ WIESŁAW BĄCZKOWSKI.

ME-262  - ŚMIERTELNY WRÓG AMERYKAŃSKICH BOMBOWCÓW ZNAD RUHLAND.
SYLWETKĘ NAMALOWAŁ WIESŁAW BĄCZKOWSKI.

Miejsce lądowania Latającej Fortecy BIG STUFF w Osieku. Od lewej St.Mrozik, Zb. Kubień

Miejsce lądowania Latającej Fortecy BIG STUFF w Osieku. Od lewej St. Mrozik i Krzysztof Wójtowicz

 


FOTO - Zbigniew Kubień
Maj 2005-Zakłady Chemiczne Oświęcim-Dwory. Cel wielokrotnych i okupionych znacznymi stratami nalotów lotnictwa amerykańskiego w 1944 roku

 


FOTO - Zbigniew Kubień
Przeciszów k. Oświęcimia-pażdziernik 2005. Tajemnicza budowla mająca bezpośredni związek z niemieckimi bateriami przeciwlotniczymi,które stacjonowały w tym miejscu w 1944 roku

 


FOTO - Zbigniew Kubień
Przeciszów-pażdziernik 2005. Autor artykułu w rozmowie z mieszkańcem Przeciszowa. Wg relacji świadka-w tym miejscu nie tylko stacjonowały grożne niemieckie baterie przeciwlotnicze,ale-Niemcy zbudowali tu makietę zakładów chemicznych Oświęcim-Dwory! Wiele załóg bombowców amerykańskich dało zwieść się temu fortelowi! Byli wówczas również łatwym celem dla-dobrze wyszkolonych-niemieckich artylerzystów

 


FOTO - Zbigniew Kubień
Pażdziernik 2005 - Włosienica k.Oświęcimia. Lekki schron przeciwodłamkowy przetrwał do dnia dzisiejszego - to było popularne "jajko"

 


FOTO - Zbigniew Kubień
Pażdziernik 2005 - Włosienica k. Oświęcimia. Autor obok schronu przeciwodłamkowego. W czasie wojny Niemcy masowo budowali takie schrony z wytwarzanych prefabrykatów

 


foto : Krzysztof Wójtowicz
Marzec 2011 roku. Włosienica k.Oświęcimia. Kolejny schron przeciwodłamkowy, jaki znajduje się w tej miejscowości - to popularne "jajko". W tle schronu autor artykułu.

 


foto nr 15-marzec 2011 r. Włosienica k. Oświęcimia.Z pobliskiej drogi wyłania się dziwny kształt-to lekki bunkier przeciwodłamkowy,budowany masowo przez Niemców. foto:Krzysztof Wójtowicz

 


foto nr 16-marzec 2011 r. Włosienica k. Oświęcimia.Kilkaset metrów dalej znajduje się inny bunkier identycznej konstrukcji. foto:Krzysztof Wójtowicz

 


foto nr 17-marzec 2011 r. Włosienica k. Oświęcimia-inne ujęcie tego bunkra. foto:Zbigniew Kubień

 


foto nr 18-marzec 2011 r. Włosienica k. Oświęcimia-dobrze widoczne szczegóły konstrukcyjne historyczngo bunkra z czasów II wojny światowej. foto:Zbigniew Kubień

 


foto nr 19-marzec 2011 r. Włosienica k. Oświęcimia-przymiarka do bunkra. foto: Zbigniew Kubień

 


foto nr 20-marzec 2011 r. Włosienica k. Oświęcimia.Gratka dla miłośników fortyfikacji. foto:Krzysztof Wójtowicz

 

W prezencie od mojego kolegi z branży - Jerzego Bocia - otrzymałem niezwykłe lotnicze zdjęcia dotyczące lotnictwa amerykańskiego! Bardzo serdecznie dziękuję wraz z redakcją andrychow.pl za zgodę na opublikowanie tych unikalnych fotografii w treści niniejszego artykułu. O ile mi wiadomo - jest to pierwsza publikacja tych fotografii! wraz z profesjonalnym komentarzem - opisem przedstawionych na nich treści. Być może niektórzy pomyślą, że ostatnie zdjęcie DAKOTY znalazło się w tym materiale przypadkowo. Ma ono jednak również związek z tematem, ponieważ lotnicy często do swoich baz byli transportowani tymi właśnie maszynami! Bardzo dziękujemy za niezwykłe fotografie - oryginalnego wyposażenia lotnictwa amerykańskiego, które zachowało się do naszych czasów!

 

Fotografie i ich opis : Jerzy Boć


Foto : Jerzy Boć. Fot 1 - Optyczna część bombowego celownika Norden używanego w B-17 i B-24;

 


Foto : Jerzy Boć. Fot 2 - Przykładowy rodzaj maski tlenowej, hełmofonu i gogli stosowanych w USAF;

 


Foto : Jerzy Boć. Fot 3 - Hełm stosowany przez załogi bombowców w czasie ostrzału prowadzonego przez FLAK;

 


Foto : Jerzy Boć. Fot 4 - Amerykańska odznaka bombardiera z okresu wojny noszona na mundurach nad lewą górną kieszenią;

 


Foto : Jerzy Boć. Fot 5 - Amerykańska odznaka pilota z okresu wojny noszona na mundurach nad lewą górna kieszenią;

 


Foto : Jerzy Boć. Fot 6 - Czapka od amerykańskiego oficerskiego wyjściowego munduru lotniczego;

 


Foto : Jerzy Boć. Fot 7 - Guziki munduru wyjściowego;

 


Foto : Jerzy Boć. Fot 8 - Przykładowy ubiór i wyposażenie czlonka załogi bombowca z hełmem i kamizelką chroniącymi przed odłamkami FLAK.

 


Foto : Jerzy Boć. Fot 9 - Samolot DC-3 Dakota.

 

 

Powyżej - oryginalne zdjęcie pilota amerykańskiego w mundurze oficerskim wyjściowym.

Ciekawostką są polskie korzenie pilota! Jego ojciec - Chrapkiewicz Roman urodził się w Kętach, 5.lipca 1896 roku. Wyemigrował do USA jeszcze przed wybuchem I wojny światowej; mając zaledwie 17 lat.

Niestety - nieznane jest nam imię pilota amerykańskiego noszącego swojskie nazwisko :Chrapkiewicz.
Ciekawe są również dzieje powyższej fotografii. Po wojnie trafiła z przesyłką do Andrychowa, gdzie nasz pilot ma również rodzinę. Cenna fotografia przetrwała burzliwe dzieje naszej ojczyzny i jest rodzinną pamiątką Stanisławy Kubień z Andrychowa; której serdecznie dziękuję za udostępnienie rodzinnego skarbu! Trzeba było wykazać się wielką odwagą, by przechować w powojennych czasach - "dowód winy" !!!

 

Redakcja andrychow.pl obiecała nam na bieżąco śledzić postępy naszych lotniczych prac!

ARCHEOLOGIA LOTNICZA-ROZPOCZĘCIE POSZUKIWAŃ

Historia południowej Polski naszpikowana jest wprost niezwykłymi wydarzeniami lotniczymi z czasów ostatniej wojny. Wiele z nich czeka na wyjaśnienie już kilkadziesiąt lat! Oto dwa przykłady, którymi warto się zająć :

  • Rok 1945;wiosna-lato. W okolicy rzeki Sanka, pomiędzy miejscowościami Kryspinów - Liszki, wylądowała awaryjnie amerykańska Dakota. Samolot - niefortunnie - siadł w terenie podmokłym i zarył się w grząski teren. Podobno już nigdy nie wzbił się w powietrze. Zdekompletowany i rozszabrowany wkrótce przestał istnieć jako piękna maszyna. Może okoliczni mieszkańcy zachowali jakieś elementy Dakoty, świadczące naocznie, że wydarzenie to rzeczywiście miało miejsce.
  • Rok 1944; lato - jesień. Nieopodal Chrzanowa,w miejscowości Płaza,podobno lądował awaryjnie jakiś duży, amerykański (podobno miał dużą białą gwiazdę na kadłubie!) samolot. Prawdopodobnie-mogła to być Latająca Forteca B-17, bądż B-24 Liberator.

Może komuś uda się rozwiązać te lotnicze zagadki, które mogą być zaledwie wierzchołkiem lotniczej góry; o którą rozbijają się już coraz gęstsze chmury niepamięci. Z pewnością - trzeba spróbować!

Amerykański samolot DC-3 Dakota w barwach brytyjskiego RAF. Barwną sylwetkę wykonał-nieżyjący już niestety - Wiesław Bączkowski z Warszawy. Malunek samolotu pochodzi ze zbiorów Zbigniewa Kubienia.

 

Osiek - Karolina; kwiecień 2011 r. Miejsce przyziemienia Latającej Fortecy BIG STUFF w dniu 23 marca 1945 roku. Uszkodzony poważnie bombowiec nadleciał od strony zaoranych pól i siadł bez podwozia równolegle do Lasu Karolińskiego. Lądowanie było perfekcyjne! Załoga została szybko wzięta do niewoli przez żołnierzy sowieckich.Tak powitano aliantów na osieckiej ziemi! foto: Zbigniew Kubień

 

PS. Pragnę szczególnie podziękować Panu Stanisławowi Mrozikowi z Osieka. To jego wspomnienia z lat dzieciństwa bardzo pomogły w wyjaśnieniu lotniczej zagadki z okresu II wojny światowej

 

Poniżej - kolejny raz dzięki uprzejmości i ogromej wiedzy Jerzego Bocia mamy możliwość podejrzeć fragmenty historii. To jest właśnie archeologia lotnicza! Właśnie takie maszyny latały nad Andrychowem, niewielu Andrychowian wie o tym, a zapewne jeszcze mniej - widziało je z bliska! Po kilkudziesięciu latach możemy przyjrzeć się ich sylwetkom!

Maszyny te często widywano nad Andrychowem w czasie wojny, ale przeważnie jako świecące punkciki w asyście jeszcze mniejszych punktów, czyli osłony myśliwskiej. Wokół armady grożnych maszyn rozrywały się pióropusze czarnych dymów - to było dzieło niemieckich artylerzystów. Czasami maszyny te spadały, lub - lądowały awaryjnie : Zygodowice, Jeleśnia, Koniówka, Wilamowice, Osiek, Kraków.Takich miejsc jest wiele - do dziś nie jest znana historia niektórych maszyn i ich załóg. Amerykanie odnosili również zwycięstwa.Tak było 13 września 1944 roku nad Andrychowem, gdzie Niemcy utracili w walce dwa myśliwce, które spadły w Bulowicach i w Wieprzu.

Poniżej - Fotografie i opisy autorstwa Jerzego Bocia


Foto : Jerzy Boć - Fot. 1. Dziobowa część bombowca Boeing B-17 G o nazwie własnej "Shoo Shoo Shoo Baby" z 91 Grupy Bombowej 8 Armii Powietrznej. Maszyna ta 29 maja 1944 roku brała udział w nalocie na Poznań. Ze względu na problemy z silnikiem misja ta okazała się jej ostatnim lotem bojowym. Zmuszona do lądowania w Szwecji została tam internowana wraz z załogą. Historię tego egzemplarza opisał dokładnie w magazynie lotniczym Aeroplan nr 2 z 1995 roku dobrze znany wszystkim czytelnikom - kolega Michał Mucha. Obecnie "Shoo Shoo Shoo Baby" znajduje się w National Museum of the US Air Force w Dayton, Ohio gdzie wykonano to zdjęcie.

 


Foto : Jerzy Boć


Foto : Jerzy Boć - Fot. 2 i 3. North American P-51D w barwach 351 Dywizjomu, 353 Grupy Myśliwskiej, 8 Armii Powietrznej. Zdjęcie wykonano w Smithsonian National Air and Space Museum , Washington D.C.

 


Foto : Jerzy Boć - Fot.4. Consolidated B-24D Liberator. Bombowce tego typu, ale wersje z wieżyczką strzelecką w części dziobowej, wraz z B-17 brały udział w nalotach na cele w Polsce. Maszyna ze zdjęcia używana była w latach 1943-1944 w Afryce Północnej i obecnie również jest eksponatem w National Museum of the US Air Force w Dayton, Ohio

 


Foto : Jerzy Boć - Fot. 5. Kolejny eksponat National Museum of the US Air Force w Dayton - Messerschmitt Bf 109G-10 w barwach Jagdgeschwader 300, jednostki, która broniła Niemiec przed bombowcami aliantów. Myśliwce takie działały również nad terytorium Polski i latały nad Andrychowem walcząc z amerykańskimi Mustangami.

 


Foto : Jerzy Boć - Fot.6. Inne ujęcie P-51 D z National Museum of the US Air Force, Dayton w barwach maszyny, na której latał płk C.L. Sluder - dowódca sławnej 325 Grupy Myśliwskiej 15 Armii Powietrznej, znanej już czytelnikom z artykułu "Czarna środa Białych Gwiazd nad Śląskiem 1944. Powietrzna bitwa nad Andrychowem" autorstwa nieocenionego Zbigniewa Kubienia.

 

Od doskonałego ilustratora i autora wielu publikacji o tematyce lotniczej - niezapomnianego Pana Wiesława Bączkowskiego z Warszawy otrzymałem kiedyś w prezencie interesujące zdjęcie Latającej Fortecy, która akurat jest remontowana. Na fotografii widać sporo szczegółów konstrukcyjnych słynnego bombowca czasów II wojny św.

Zbigniew Kubień. Wszelkie prawa zastrzeżone.

 


Zbigniew Kubień

 

 

Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone.

 

 

 



andrychow.pl © 2002
http://www.andrychow.pl/