Łososie, kwiczoły, słowiki. Skarby Beskidu Małego.
Zbigniew Kubień

Babia Góra

Łososie, kwiczoły, słowiki. Skarby Beskidu Małego.

Niedawno kolejny już raz wziąłem do ręki bardzo wartościową pracę o naszej małej ojczyżnie. Autorem jest nauczyciel z zawodu - Bolesław Marczewski.Tytuł wzmiankowanej publikacji to: POWIAT WADOWICKI POD WZGLĘDEM GEOGRAFICZNYM, STATYSTYCZNYM I HISTORYCZNYM. Kraków. Nakładem Autora. Drukiem Aleksandra Słomskiego.1897.

Warto zacytować, wydrukowany na kolejnej stronie publikacji, wiernopoddańczy autograf autora. Widocznie tak musiało być, choć praca autora jest niezwykle wartościowa i sama się obroniła skutecznie, bo kolejni znani autorzy szeroko czerpali wiedzę z jej starych kart.

WIELMOŻNEMU PANU KAROLOWI FRANZOWI C.K.STAROŚCIE I PRZEWODNICZĄCEMU RADY SZKOLNEJ OKRĘGOWEJ

w dowód głębokiego poważania
pracę tą poświęca
Autor.

Na stronie 34 autor wzmiankuje iż nasze urocze okolice były kiedyś "słowikowym zagłębiem" co zaraz zacytuję z cennego dokumentu historycznego:

W "Kalendarzu Wildta" (z r.1867) czytamy, iż mieszańcy Wadowic trudnili się handlem słowików "pozbawiając tysiące tych niewinnych i dla kraju tak wielce pożytecznych ptasząt życia wolnego. Handlujący bowiem jeżdżąc na wiosnę po kraju, zakupują po kilka krajcarów chwytane przez dzieci nowo przybyłe ptactwo i osadzając ich po kilkaset razem w ogromnych klatkach lub pakach, wywożą w tym stanie za granicę, zostawiając kilka dni bez pokarmu przyczem 2/3 tych ptasząt z głodu i nieczystości ginie, lecz pozostała przy życiu jedna trzecia część, wynagradza trud tego karygodnego przemysłowca, gdyż już w Wrocławiu lub Berlinie płacą od 3-10 złr. i więcej za sztukę."

Ale nie tylko łapano ptaki śpiewające. We wsiach Beskidu Małego panowała wielka bieda, nie było przemysłu (Bracia Czeczowiczka jeszcze nie wybudowali olbrzymiej fabryki w Andrychowie), ani - modnej współcześnie agroturystyki.

Powszechna była emigracja, a kto zostawał na wsi, musiał sobie jakoś radzić.

Na porządku dziennym było kłusownictwo. Łapano większą zwierzynę, ale nie gardzono i drobnym ptactwem.

Opowiadał mi kiedyś Pan Rzycki (niestety nie zapamiętałem imienia), krewny znanych i cenionych kiedyś gospodarzy schroniska górskiego "Leskowiec" w latach 1947-1955, jak łapano przed wojną kwiczoły na Gancarzu.

Otóż kiedyś szczyt pięknego Gancarza był wielką polaną, wokół której rosło mnóstwo pachnącego jałowca. Późną jesienią, gdy owoce jałowca dojrzewały, masowo przylatywały do "jałowcowej spiżarni" piękne kwiczoły, dla których ogromnym przysmakiem były właśnie dojrzałe owoce jałowca!

Ale na dojrzewające owoce jałowca czekali również cierpliwie i kłusownicy. Mieli sporo wolnego czasu, cierpliwości, wytrwałości i góralskiej smykałki do niekonwencjonalnych zajęć i - pociągało ich ryzyko.Otóż - góralscy myśliwi masowo wykonywali i instalowali na pachnących krzewach jałowców przemyślne, a - zarazem niezwykle proste i skuteczne pułapki na przylatujące w wielkiej ilości kwiczoły.

Chytrzy kłusownicy zakładali w dużych ilościach pętle tuż w pobliżu smakowitych owoców jałowca, wykonane z końskiego włosia!

To był niezawodny, bardzo mocny i powszechnie dostępny na wsi naturalny surowiec!

Biedne kwiczoły masowo zapętlały się w niewidzialne dla nich pułapki i były zdejmowane z krzaków jałowca przez sprytnych, niczym indianie, kłusowników. Tak kończyły swój los biedne kwiczoły - podobnie jak "Kwiczoł" w filmie o Janosiku.

Podobno mięsa tych pięknych i nieszczęsnych ptaszków nie trzeba było w ogóle przyprawiać, bo ptactwo to - samo się już wstępnie przyprawiło, konsumując wielką ilość smakowitych jagód jałowca; można z lekką dozą ironii powiedzieć, że w lesie latał już "półprodukt"!

Tyle o ptaszkach, a teraz... o rybach! Czyste rzeki, mnóstwo ryb... kiedyś to było normalne w naszych okolicach.

Takiego bogactwa ryb już nigdy nie będzie, ale dobrze wiedzieć, że coś takiego miało miejsce w naszych rodzimych rzekach. Na koniec warto zacytować informacje dotyczące ówczesnego stanu zarybienia naszych beskidzkich rzek. publikacji pt.  POWIAT WADOWICKI POD WZGLĘDEM GEOGRAFICZNYM, STATYSTYCZNYM I HISTORYCZNYM - autorstwa Bolesława Marczewskiego.

Cytat ze strony 61."Pomimo dzikiego rybołóstwa, które od wieków w kraju naszym uprawiane, przyczyniło się niemało do wyniszczenia ryb w rzekach, utrzymały się jeszcze niektóre gatunki ryb w wodach naszych w obfitej ilości. Świadczy o tem wynik połowów dokonany w rewirze I. Skawy.W rewirze tym złowiono od 1 maja 1895 r. do 20 grudnia t.r.: świnek 4230, cyrt 237, brzan 133, szczupaków 38, pstrągów 11, łososi 10, karpi 2, sandaczów 2, drobnych ryb (okoni, płoci i t.p.) 20 kg.; razem 4662 sztuk ogólnej wagi 1263 kg. Największy łosoś ważył 24 kg.(bardzo rzadki okaz, znajduje się wypchany w gabinecie zoologicznym Uniwersytetu w Krakowie), karp 6 kg, pstrąg 2 kg.”

Cytat ze str.34-35: "W Skawie i jej dopływach żyją ryby: Łosoś (Salmo salar L. ) przybywa do Skawy z morza Bałtyckiego na tarło. Jest to najpiękniejsza i największa ryba znachodząca się w Skawie. W roku 1895 (22 grudnia) złapano łososia mającego 1.48 m długości a 24 kg wagi. Mniejsze łososie dochodzą w górę rzeki do drobniejszych dopływów".

Na koniec mała uwaga: Może jeszcze nie wszystko stracone - zaczęto widywać w naszym Beskidzie Małym niedżwiedzie, wilki i rysie.

Zapraszamy więc na bezkrwawe łowy - na początek-proponujemy fotki tropów tych rzadkich zwierząt. Tak będzie lepiej i bezpieczniej dla nas i dla zwierząt. To będzie taki leśny kompromis!

 

Zbigniew Kubień

 



andrychow.pl © 2002
http://www.andrychow.pl/