Czwartek , 23 Listopada 2017 - 21:19 
Szukaj  
Reklama
Katalog Firm
 · Losowa Firma :
Szkółka Krzewów Ozdobnych - Justyna i Jan Piekiełko · Zobacz więcej informacji o tej firmie w Katalogu Firm
Katalog Firm
Ostatnio do Katalogu Firm dołączyły Firmy :

Pompy do wody SPM Jedność·Zobacz opis tej Firmy
Widpol S.C. Toczenie CNC, frezowanie CNC, wiercenie, gwintowanie·Zobacz opis tej Firmy
Dom Weselny Zielona Skarpa - Powiat Wadowicki, Andrychów, Sułkowice·Zobacz opis tej Firmy
FOLMAR - Marek Chrapkiewicz - Producent Opakowań Foliowych·Zobacz opis tej Firmy
DRUKPOL - Centrum Obsługi Biurowej·Zobacz opis tej Firmy
Zobaczcie

Stowarzyszenie
Uniwersytet
Trzeciego Wieku
w Andrychowie

Krótkofalarski
Klub Łączności
Delta SP9KUP

Licznik
Dzisiaj:949
Miesiąc:22156
Ten rok:336020
Ogólnie:5107561

Od dnia 01.05.2002
Tych twarzy nie można zapomnieć
(Data publikacji 03-Wrz-2003, Odsłon: 21154) Strona gotowa do druku
60 rocznica likwidacji Getta żydowskiego w Andrychowie

Opracował : Edward Wincenty Szlagor - właściciel Prywatnego Muzeum Historyczno - Etnograficznego w Andrychowie. Artykuł ten ukazał się w miesiącu maju-czerwcu 2003 r. w roczniku kulturalno-społecznym "Vadoviana". 

W 60 rocznicę likwidacji andrychowskiego getta.

TYCH TWARZY NIE MOŻNA ZAPOMNIEĆ

1 września 1939 roku rozpoczęła się agresja Niemiec hitlerowskich na Polskę. Już po trzech dniach grupa niemieckiej armii "Południe" zajęła Andrychów. Za wojskiem 4 września 1939 do Andrychowa wkroczyły niemieckie władze okupacyjne, które utworzyły nowe urzędy w mieście. Hitlerowcy anektowali i włączyli do Rzeszy północno - zachodnie ziemie Polski. Wraz z zachodnią częścią województwa krakowskiego włączono do Rzeszy także Andrychów. Od samego początku tereny te poddane zostały szczególnym restrykcjom okupanta mającą na celu wyniszczenie i wynarodowienie ludności polskiej. Tak jak w hitlerowskich Niemczech tak i tu pierwszymi ofiarami nowego ładu stali się Żydzi. Od samego początku wojny jaką Hitler prowadził przeciwko Żydom była ona nieprawdopodobną mieszaniną prawa i bezprawia, obnażonej bez skrupułów zwykłej przemocy. To Polskę Hitler wybrał na miejsce opętanych teorii ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. 2 października 1944 roku nazwał ją "ein grosses polnisches Artbeitslager", ogromnym polskim obozem pracy. Nie można mieć wątpliwości, że praca przymusowa stała się legalną formą morderstwa. W chwili wybuchu wojny ludność pochodzenia żydowskiego liczyła 387 mieszkańców, która prawie w całości opuściła miasto w wyniku działań wojennych. Około 70% powróciło do Andrychowa, a reszta dotarła do wschodniej Polski, którą z kolei zajęli Rosjanie. Łącznie około 270 Żydów powróciło do Andrychowa z wojennej tułaczki. W dniach od 17-21 grudnia 1939 roku Niemcy przeprowadzili spis ludnościowy w wyniku, którego okazało się że w mieście jest 370 Żydów. W tym około 1/3 część stanowili uciekinierzy ze Śląska Cieszyńskiego. W czasie spisu wydano "kenkarty" czyli osobliwe dowody osobiste. Polakom wpisano literę P, a Żydom gwiazdę Dawida. Wydano również kartki żywnościowe. Restrykcje przeciw Żydom stosowano od samego początku wojny. Celem tego była nie tylko eksploatacja siły roboczej za darmo ale także poniżenie Żydów. Po wkroczeniu do miasta Niemcy usunęli Żydów z co bardziej reprezentacyjnych budynków przeznaczając je pod siedziby administracji niemieckiej, wojska, policji, SS. Żydowskie sklepy zostały odebrane właścicielom i przekazane w ręce tzw. mężów zaufania. Małe fabryczki, większe przedsiębiorstwa przekazano w ręce volksdeutschów. Od 15 stycznia 1940 roku Żydzi zmuszeni zostali do noszenia opaski z gwiazdą Dawida. 24 listopada 1939 roku Niemcy podpalili synagogę. Moment ten wspomina p. Franciszek Kudas / 1992 rok - data zapisu/. 

"Byłem przy tym ogniu bo mieszkałem obok - mówi. Jak doleciałem byli już tam Niemcy i nikogo nie dopuszczali do ognia. Był to wieczór listopadowy. Potężna łuna unosiła się nad miastem. To się musiało palić dotąd aż się spali do końca. Może niektórzy chcieli bronić ale Niemcy odpędzali "raus, raus". To musiało być polane benzyną bo ogień wybuchnął nagle, błyskawicznie i objął całą bożnicę. Przybyła straż pożarna, lała wodą po sąsiednich budynkach aby pożar się nie przeniósł. Ale bożnicy nikt nie gasił."

Synagoga powstała w 1885 roku. Wybudowano ją w stylu niemieckich synagog postępowych. Synagoga mieściła 600 miejsc siedzących. Dla kobiet zbudowano galerię. Posiadała doskonałą akustykę. Była chlubą gminy żydowskiej. W synagodze koncentrowało się życie religijne i kultowe żydowstwa andrychowskiego. Podobny los spotkał Dom Robotnika przy ulicy Szewskiej gdzie była sala widowiskowa i kino. Podejrzani byli wszyscy, głównie Żydzi ale w te opowiastki nikt nie uwierzył.

Niemcy do perfekcji opanowali politykę kolonialną stosowaną w XIX wieku przez Anglików w podbitych częściach świata. Pierwszą zasadą było skłócenie miejscowej ludności przeciwko sobie. Wszyscy przeciwko wszystkim. 

Tą taktykę stosowali Niemcy w relacjach Polacy - Żydzi. W podpalenia synagogi, Domu Robotnika, kina byli zamieszani Żydzi. Tak przynajmniej Niemcy utrzymywali. Na oczach mieszkańców kazano Żydom ściągać polskie nazwy ulic i zastępować je niemieckimi . Drużyny żydowskie rozebrały pomnik Grunwaldzki na Górnicy, zburzyły kapliczkę św. Floriana w Rynku, ściągnęły z murów wszystko co polskie. Żydzi zmuszeni zostali do rozebrania spalonych murów synagogi. W czasie rozbiórki tłukli cegłę na kawałki aby ponownie nie mogli Niemcy jej wykorzystać. W latach 1922-24 wybudowano dwupiętrowy gmach kahał. Tu kwitło życie towarzyskie i kulturalne gminy żydowskiej. W kahale znajdowała się także biblioteka licząca tysiące dzieł. Hitlerowcy przewieźli książki i inne pamiątki żydowskie do zakładów Braci Czeczowiczka i spalili je w piecach fabrycznych. Sam budynek kahału ocalał i stoi do dziś posiadając nowych użytkowników. To tylko fragment planu poniżenia i unicestwienia Żydów. Zatrudniano ich przy sprzątaniu ulic w mieście, wywozie nieczystości, sprzątaniu i wywozie śniegu w okresie zimy. 

Młode dziewczęta żydowskie zatrudniano przy porządkowaniu domów po wysiedlonych Polakach, które następnie przekazywano przybyłym na ten teren osadnikom niemieckim głownie z Rumunii i Besarabii. Warto tu przytoczyć fragment wspomnień Tadeusza Wolfa "kolumnę dziewcząt żydowskich wysłali Niemcy na wieś aby tam porządkowały domy na przyjęcie niemieckich osiedleńców. Dziewczęta te nawet przy pracy nie traciły humoru, przyśpiewywały sobie, z wartowników Niemców delikatnie sobie drwiły, a przed portretami fuhrera stawiały flakony z kwiatami bo czego innego nie mogły uczynić zbrodniarzowi" (30.12.1964 - data zapisu). Niemcy swą nienawiść do Żydów rozłożyli jakby na raty. Pierwsze stworzyli getto moralne w celu unicestwienia i oddzielenia tej społeczności od mieszkających z nimi Polaków przez całe stulecia. Kiedy już udało się odseparować Żydów od reszty społeczeństwa wówczas pełną parą ruszył program pracy przymusowej. Część ludności żydowskiej bez względu na wiek czy płeć została skierowana do regulacji rzeki Wieprzówki. 26 września 1941 roku utworzono getto. Powstało w najbiedniejszej części miasta, w trójkącie ulic: Brzegi, Szewska, Kośvitzkiego.

Getto przewidziane było na około 500 osób. Wspomina te czasy pani Ludwika Olajossy- zd. Flaga lat 11-15 w opisywanym okresie "cenę niemieckiego nowego porządku płacili nie tylko Żydzi, ale i Polacy również. W 1941 roku Niemcy chcąc utworzyć getto dla Żydów wysiedlili Polaków z całej części miasta w trójkącie ulic: Szewska, Brzegi, Kośvitzkiego. Bezceremonialnie usunięto wszystkich Polaków z ich własnych domów, zezwalając jedynie na zabranie ręcznego bagażu. W ciągu paru zaledwie dni nastąpiła bezprecedensowa migracja Żydów na miejsce Polaków i odwrotnie. Z tym, że żydowskie domy były już zajęte przez Niemców i volksdeutschów, a nam zostały biedne, stare 100-letnie mieszkania. Część Polaków przeniosła się do swoich rodzin. Krzywda i cierpienia dotknęły nie tylko Żydów. Nas też. Wysiedlano nas 2-krotnie. Jakby tego było mało któregoś czerwcowego ranka 1942 roku załomotało do naszych drzwi gestapo i policja. Raus. Zwieźli nas na punkt zborny do nieczynnej już Szkoły Podstawowej nr2 i rankiem następnego dnia załadowali nas na stacji do bydlęcych wagonów i odjazd. Łambinowice- stacja końcowa. Stąd pędzili nas pieszo do Friedland [Korfantowo]. Tam nam wszystko odebrali co posiadaliśmy przy sobie, łaźnia i do baraków. Dostaliśmy pasiaki, a tu na miejscu okazało się że tu przebywa polska ludność z różnych zakątków kraju. Musztra, apele, porządki, choć tak naprawdę Niemcy nie bardzo wiedzieli co z nami począć. Gdy dziewczęta z Warszawy zaczęły lekko sobie drwić z Niemców, to je ostrzyżono do gołej głowy. Mijały dni, miesiące aż na jesień 1943 roku przyjechali do nas kupcy jak na targ niewolników i dokonywali wyboru i selekcji. A było z czego wybierać, bo starszych i chorych nocami likwidowano. Zostali młodzi i silni. Następnie załadowali nas do pociągów i zawieźli do Drawska Pomorskiego. Tam oczekiwali na nas ci sami kupcy którzy nas wybrali. Pracowaliśmy na roli, przy krowach, w gospodarstwie. Tu doczekaliśmy wyzwolenia przez Wojsko Polskie. Żołnierze Polscy samochodami zawieźli nas do Bielska, bo pociągi nie kursowały, a stąd na nogach do Andrychowa. Wróciliśmy do swojego domu, ale był już zajęty - i jeszcze przez 3-misiące musieliśmy się tułać zanim przyszliśmy na swoje do zupełnie pustych ścian, ale byliśmy u siebie." 

Ogółem około 1000 mieszkańców Andrychowa - mężczyzn i kobiet zostało wywiezionych na przymusowe roboty do Niemiec. 

Środkową część getta przy ulicy Brzegi otoczono dwumetrową siatką, a pozostałe ulice pozostawiono otwarte. Było to małe getto. Ale jak się później jeszcze miało okazać całkowicie wystarczające. Umieszczonych tam Żydów zaczęto systematycznie segregować wywożąc starszych, chorych, słabych do Auschwitz.

Dotyczyło to również dzieci w wieku do lat 10. Przez cały okres getta trwały mniejsze lub większe wywózki. Ten czas tak wspomina p. Kazimierz Kreczmer. 

"W czasie okupacji posiadaliśmy konie, które obok pracy w gospodarstwie służyły na każde wezwanie władzom okupacyjnym. Nasze przedwojenne konie Niemcy nam zabrali, a dali nam wybrakowane chabety. Myśmy musieli podstawiać te konie do wywozu Żydów, ale również do przewozu bauerów rumuńskich, volksdeutschów, którzy przyjechali na te tereny się osiedlać na miejsce lepszych gospodarstw polskich. Musieliśmy im wozić meble pożydowskie z wadowickiego Sokoła do ich nowych mieszkań. Zabieraliśmy ze sobą wyznaczonych Żydów, którzy je przenosili, sprzątali, urządzali mieszkania Niemcom. Na wezwanie władz okupacyjnych musieliśmy podstawić podwody do getta na ul. Szewską i myśmy ich wywozili na rampę stacji kolejowej w Andrychowie, a tam już były podstawione wagony na bocznym torze od strony Inwałdu i tam ich załadowywano do krytych bydlęcych wagonów. Młodsi Żydzi im pomagali wsiąść, każdy gospodarz musiał przywieźć ze sobą po okocku słomy i na tym siedzieli, potem zamykano wagony a nam kazano odjechać i tu się ślad po nich urywał. Przypominam sobie jak taka stara Żydówka, którą wiozłem rzuciła mi na wóz tak czary sweter - weź go sobie bo ci się przyda, a ja już i tak w nim nie będę chodzić; ale to jest damski sweter co ja z nim zrobię; weź go sobie to ci mama przerobi i rzuciła na wóz. Zauważył to żołnierz niemiecki, wziął ten sweter, przeszukał kieszonki, oglądnął guziki czy mi tam coś nie przekazała, potem rzucił na wóz i pogroził palcem. Nie wolni nic przyjmować". Andrychowskie getto w swym założeniu pomyślane było jako obóz pracy, poligon doświadczalny dla ciemiężycieli. Niemcy ze względu na bliskość Auschwitz chcieli zrobić z tego getta wizytówkę humanitarnego traktowania Żydów. Stąd częste wizyty przedstawicieli Czerwonego Krzyża przy okazji podobnych wizyt w Auschwitz. Getto było właściwie otwarte pilnowane przez samych Żydów. Przekonani byli, że wewnętrzna dyscyplina, solidna praca dadzą im poczucie przetrwania. Zasada ocalenia przez pracę tu się Niemcom sprawdzała. Stąd pomimo otwartego getta ucieczek właściwie nie było. Niemcy otaczali Żydów fałszywą troską informując ich o ewentualnych kontrolach. Przymykali oczy na kontakty ze światem zewnętrznym, kwestie zaopatrzenia w żywność. Oczywiście odbywało się to nie za darmo. Jednocześnie obóz odwiedzały komisje lekarskie, które w trosce o zdrowie Żydów kierowały ich na leczenie do Auschwitz. Dotyczyło to głównie osób starszych, chorych, dzieci do lat 10-ciu. W getcie panowała wzorowa czystość i porządek. Miejscowe władze okupacyjne szczególnie z tego faktu były dumne. Może dlatego nie było tu żadnych chorób zarazy, czy epidemii. Pozwolono Żydom na dokonywanie drobnych w zakupów zorganizowanym na terenie getta sklepiku. W sterylnych warunkach prowadzono wspólną kuchnię. Zaopatrzono ich w kartki żywnościowe i przy minimalnych porcjach można było przeżyć. Zatem wizyty komisji Czerwonego Krzyża wyższych władz okupacyjnych dawały złudny obraz surrealistycznego piekło.

Za zgodą władz niemieckich utworzono Judenrat przekształcając przedwojenną gminę żydowską w radę żydowską, czyli Judenrat. Przewodniczącym został dr Joachim Lowicz - znany andrychowski adwokat. Wszelkie żądania zatem Niemcy kierowali pod adresem Judenratu. Wymagania rosły zarówno ze strony okupanta, jak i samych Żydów. Były sprzeczne i nie zawsze realne. W tej sytuacji dr Lowicz złożył rezygnację z funkcji a na jego miejsce wybrano ,dotychczasowego zastępcę Izydora Krumholza - ongiś urzędnika ABC-Czeczowiczka. Młody, energiczny jak jego współbratyńcy żywił nadzieję na ocalenie. Uważał, że i tak już Żydów nic gorszego nie może spotkać. Że przez pracę układy z okupantem uda się im ocalić rzecz najważniejszą - życie. Tak ten czas wspomina Żyd Ichak Korn z Tel Awiwu. "Izydor Krumholz, w którego najlepsze chęci ratowania nas nie można wątpić, próbował zapobiec katastrofie przez dawanie łapówek. Kilka razy wręczał on gestapowcom olbrzymie sumy jako okup, ale wszystkie te wysiłki kończyły się fiaskiem. Gdyby ktoś przynajmniej potajemnie wyjawił młodzieży co ją czeka, dużo młodych ludzi uciekłoby do lasów. A było dokąd uciekać. Wszak aż do maja 1943 roku getto Andrychów nie było gettem zamkniętym ja inne getta i ucieczka była możliwa. Ale członkowie naszego Judenratu żyli w iluzjach, że z naszego getta zrobią gestapowcy wyjątek, że będą mieli dla niego względy z powodów wzorcowej czystości w nim panującej, z powodu oddanej ciężkiej pracy Żydów andrychowskich na rzecz Zarządu Wodnego i z powodu przekupstwa. Była to naiwność bezgraniczna".

Zdarzały się jednak sporadyczne ucieczki. Do nich zaliczyć należy p. Dawida Silberschuetza, który podczas akcji ukrywał się. Po wojnie osiedlił się w Izraelu i tu zmarł. Poza tym uratowała się ucieczką jedynie Lola Bader. Udało się jej zbiec z transportu w Skawinie i ukrywać się na wsi koło Makowa razem z synem Szymonem i siostrzeńcem Adamem. Łącznie uratowało się 25 osób, a więc mniej niż 10 % ogólnej liczby mieszkańców, którym nie udało się uciec we wrześniu 1939 roku na wschód. Także większość tych, co uciekli do wschodniej Małopolski, zginęła, czy to z rąk hitlerowców gdy ci okupowali w 1941 roku tę część Galicji, czy też z głodu i zimna na Sybirze i w innych miejscach Rosji dokąd zostali zesłani.

W tej trudnej sytuacji materialnej znaleźli się ludzie - Polacy, którzy z potrzeby serca nieśli pomoc głodującym Żydom, ryzykując przy tym własnym życiem. Te czasy wspomina p. Kazimierz Kreczmer.

" Mój ojciec prowadził zakład masarski. Raz w tygodniu członek Judenratu p. Adolf Goldberger przychodził do niego z dwoma Żydami po przydziały mięsne z wielkim koszem wiklinowym. Były to salcesony, wątrobianki, kaszanki. Tak się poznaliśmy. Później co piątek przychodziłem pod getto na umówione miejsce i zostawiałem mu plecaczek pod siatką z dodatkowym prowiantem. Był wdzięczny. Dzielił się ze wszystkimi, a szczególnie z tymi, którzy byli chorzy. Oprócz pomocy cały czas interesował się, co mówi BBC o postępach armii Andersa, o Sikorskim. Łaknął tych wiadomości z nadzieją, że kiedyś ten front się przybliży i przyniesie upragnioną wolność." 

Wśród innych Polaków niosących pomoc Żydom był p. Ludwik Zacny. "Pomoc ta zaczęła się zupełnie przypadkowo. Jako młody chłopak pracowałem u swojego wujka- Tadeusza Zacnego na masarni. Był grudzień 1942 roku. Była straszna zima. Śniegi dochodziły do dwóch metrów. W masarni zamarzły nam rury z wodą. Wtedy wysłano nas nad rzekę Wieprzówkę do płukania flaków w rzece. Na ten czas tą rzekę regulowali Żydzi andrychowcy z pobliskiego getta. I gdy tak płukaliśmy te flaki- nieopodal pracowali Żydzi- słyszę, że mnie ktoś woła po imieniu. Odwracam się- a to p. Izrael Tyras - Żyd, którego znałem przed wojną. Był to bogaty Żyd, który handlował skórami. Panie Ludwiku- mówi- widzę, że pan w masarni robi- może by nam pan coś podrzucił. Wszystko jedno co. My tu ciężko pracujemy, zimno nam, głodni my są i będziemy za to panu wdzięczni. Żal mi się ich zrobiło. Co miałem robić. Zabrałem swój deputat, poobcinałem na masarni co się dało - wątrobę, flaki itp. Na drugi dzień znów zabrałem flaki do czyszczenia i duże ilości towarów dla Żydów. To był kamieniec, a więc zostawiłem mu w umówionym miejscu. Następnym razem p. Tyras zapytał, czy nie nosiłbym mu tego do getta. Ale przecież tam są straże - tym się nie martw, to są nasi. Ustaliliśmy punkt odbioru i powiedział: jeszcze raz ci mówię - nie bój się, to są nasi ludzie. Zawsze towar odbierała ode mnie młoda, ładna Żydówka. Było mi przyjemnie. Pewnego razu idę z towarem, deszcz lał niesamowicie, a tu z mroku wyłania się niemiecki policjant. Poznałem po czapce z dużą ilością metalu. Podszedł do mnie i krzykną hende ho. Ja trzymałem w rękach torby, a on podszedł do mnie blisko i poznał minie. Zresztą jak chodził do nas do masarni po mięso i wędliny- to zawsze coś dodatkowo dostał, bo Niemcy też kupowali na kartki. Zaczął flukcić po niemiecku i w końcu krzyknął raus. Zrobił to tak, aby towarzyszący mu drugi policjant - nic się nie domyślił. Na drugi dzień przyszedł do masarni i mówi do mnie -Ludwik pasen Sie auf Auschwitz. Do dziś pamiętam te słowa, a po polsku dodał komin. Drogo nas ta wycieczka kosztowała. Pomimo to- do samego końca nosiłem żywność do getta."

Inną sytuację wspomina pan Stanisław Zacny, który mieszkał obok getta. Mama miała krowę i prawi codziennie podawała przez siatkę mleko dla schorowanych Żydów. 

Te przykłady świadczą, że części mieszkańców Andrychowa nie była obojętna sytuacja ludzi, którzy znaleźli się za drutami. 

Getto andrychowskie od samego początku przewidziane było jako getto rotacyjne. Część wywożono do Auschwitz a z kolei tu przywożono Żydów z innych miejscowości: Nidku, Inwałdu, Czańca, Kęt, Żywca - Zabłocia i Białej. 

Po początkowym zagęszczeniu getto zaczęło się powoli kurczyć. Systematycznie dokonywano selekcji i wywożono. Największe wywózki odnotowano :

  • 03.07.1942 spędzono Żydów na "Palestynę" przy ul. Batorego i pewną liczbę wywieziono do Wadowic /około 60 /,
  • 15.09.1942 wywieziono duży transport Żydów, około 200 osób do Auschwitz.

W maju 1943 roku getto zostało przejęte przez gestapo a obóz zmienił nazwę "Obóz Żydowski Urzędu Gospodarki Wodnej w Katowicach, Oddział w Bielsku, budowa w Andrychowie". Dokonano spisu żydowskich sił roboczych na terenie Andrychowa. "Zusammenstelheng ger jüdischen Arbeitskrafte im Bezirk Andrichau". Zatwierdzony w Bielsku dnia 26 czerwca 1943 przez Wodno Gospodarczy Urząd w Katowicach "Wasserwirtschaftsamt Kattowitz Aussenstelle Bielitz". W wykazie tym jest 150 nazwisk żydowskich zatrudnionych przy regulacji rzeki Wieprzówki. W tym 47 kobiet, 10 chłopców po 14 lat i jedna Żydówka 15 - letnia. Najstarszy mężczyzna miał 68 lat. Znajduje się tam wykaz mężczyzn w wieku od 17 do 60 lat zbadanych przez Komisję Lekarską na podstawie zarządzenia szefa SS. "Verzeichnis der jüdischen Männer im Alter vom 17-60 Jahre". Na przebadanych 89 Żydów z Andrychowa Komisja uznała za zdolnych do pracy 34. Żonatych było 55. Ze wsi Inwałd, Nidek, Wieprz zebrano 7 Żydów. W tym tylko 1 był zdolny. Ten wykaz osób daje przegląd stanu zdrowia wyczerpanych Żydów i ich dalszą drogę do Auschwitz. Getto w Andrychowie ciągle się kurczyło. Zostawali najsilniejsi, zdrowi a ci co zrobili swoje musieli odejść. W czasie trwania getta zmarło 8 Żydów śmiercią naturalną. W przypadku śmierci rodzina, koledzy sąsiedzi brali przepustki na miasto i odprowadzali zwłoki na kirkut. W takim pogrzebie brało udział około 20 osób. Była to okazja popatrzeć jeszcze raz na swoje miasto być może ostatni raz.

02.11.1943 nastąpiła całkowita likwidacja getta w Andrychowie wywożąc resztki około 40 osób w głąb Niemiec. Według wspomnień naocznych świadków Niemcy tego dnia uformowali w trójki z Żydów w kolumnę marszową i od strony ulicy Kośvitzkiego prowadzili ich przez miasto w kierunku Kęt. Całe miasto wyległo na chodniki zwłaszcza, że Niemcy do tego zachęcali. Różne były reakcje mieszkańców miasta. Jedni pomachali ręką na pożegnanie, znali się przecież a jeszcze inni pluli na chodniki. To było ich ostatnie pożegnanie z Andrychowem. 

Suplement

Minęła wojna. Co dalej, ilu z nich różnymi kolejami losu zdołało się uratować. P. Lola Bader- Kiriat mockin - jedna z niewielu Żydówek, która uciekła z transportu i ukrywała się w okolicach Makowa Podhalańskiego po zakończeniu wojny wprost z ukrycia wróciła do Andrychowa. Jak wyglądał ten Andrychów- opisuje w swoich wspomnieniach. "w końcu znalazłam się w Andrychowie. Stacja kolejowa. Domek naprzeciw - tu się urodziłam - ten mały domek moje lata dziecinne szczęśliwie tu spędziłam. Razem ze Sydzią biegałyśmy tutaj po przyległej łące. Ktoś spojrzał na mnie ale widocznie nie poznał - może jestem tylko podobna do tej Loli? Doszłam do rynku nic się nie zmieniło. Kasztany dumnie stoją nadal wokół domy te same i kościół, tylko naszego domu bożego nie ma. 

Stanęłam przed naszym domem patrzę, patrzę i czekam. Może stanie się cud? Nikt nie wyszedł nikt nie wrócił. Ja pierwsza Żydówka w odżydzonym Andrychowie oparłam się o mur. Nie miałam więcej sił. Wokół mnie stało dużo ludzi, pierwszy, który przemówił do mnie był zawodowy pijak Wojtuś - trzymał flaszkę z wódką w ręce i powiada :

- Napij się laleczko, rozgrzej swe sumienie za waszych, psubraty ich wymordowały. Boźnice wam spaliły. A cmentarz - pytam przez łzy. 

- Cmentarz jest, na to pewnie czasu już nie mieli. 

Usłyszawszy to wyrwałam się z tłumu który w międzyczasie rósł wokoło mnie i pobiegłam co sił w kierunku cmentarza. Po drodze przystanęłam obok miejsca, gdzie stałą synagoga. Spalili, a Żydzi musieli własnoręcznie uprzątnąć zgliszcza. Ból ścinał mi serce. Czym prędzej stąd uciec i nie widzieć tego. Pędziłam - już widzę mur otaczający cmentarz - jeszcze parę kroków i już jestem wśród swoich. 

Szłam między rzędami grobów - głaskałam je - osierocone pomniki żydowskich cmentarzy. Gdzie nasze dzieci, kto was odwiedzi. Miałam wrażenie, że one cieszą się że mnie witają - żyją. Przemawiałam do nich. W końcu doszłam do pomników dziadzia i babci. Aron Ringer i Sydzia Ringer z Feliksów. Czytam i czytam, tulę się do nich, żalę się przed nimi. Gdzie nasze dzieci pytam. Odeszłam bez odpowiedzi. Pożegnałam ich, pożegnałam wszystkich którzy tu spoczywają na obcej ziemi".

"Natomiast - wspomina p. Ludwik Zacny - ostatniego Żyda, który powrócił z obozu z Auschwitz i tu zakończył swe życie. Byli też inni co wrócili z obozu, tułaczki ale wśród nich najwięcej pamiętam powrót andrychowskiego znanego dentysty p. Samuela Monderera. Po powrocie nie wrócił do swojego domu, który już był zajęty tylko wynajął sobie mały pokoik na poddaszu u mojego wujka Tadeusza Zacnego. Tam zamieszkał przez kilka dni. On mnie poznał. Zawołał mnie do siebie na górę i zaczął mi opowiadać swoje przeżycia z Oświęcimia. Straszne. Tego się nie dało słuchać. Poniżenie, fizyczne znęcanie się nad człowiekiem choć według oprawców żaden Żyd nie był człowiekiem. Poniewierka, nędza i głód. Szczególnie głód wyznaczał czas życia i czas śmierci. Cały czas w Oświęcimiu pragnąłem jedzenia. Pragnąłem tylko jeść. Gdy zbliżał się koniec tej gehenny postanowiłem sobie, że jeżeli wyjdę żywy z tego obozu i wrócę do Andrychowa to sobie zrobię taką wielką jajecznicę z 15 jajek na boczku i nareszcie będę syty. I tak się stało. Zrobił sobie tą upragnioną jajecznicę z 15 jaj na boczku i zaraz potem zmarł. Organizm był wycieńczony i nie przystosowany do przyjmowania pokarmów. Był to ostatni Żyd, który zakończył życie w Andrychowie i tu został pochowany na miejscowym kirkucie. Tym samym jakby zamknął historię andrychowskich Żydów". 

Inni co powrócili pozałatwiali swoje interesy majątkowe i rozjechali się po świecie. Dziś w Andrychowie nie ma ani jednego Żyda. Czasami tylko listy np. do p. Franciszka Kudasa przypominały o ich istnieniu. Po 1990 roku kilku z nich lub ich potomków odwiedziło Andrychów, popatrzyli, zadumali się, ukradkiem weszli na swoje dawne posesje, przeprosili, odeszli... mówi E.W. Szlagor

W artykule zostały umieszczone zdjęcia 

1. Synagoga w Andrychowie,
2. Wwspólna kuchnia w andrychowskim getcie, 
3. Żydzi przy regulacji Wieprzówki,
4. Prace porządkowe na basenie w Andrychowie wykonywane przez młode Żydówki,
5. Zbiórka Żydów na ul. Szewskiej przed wyjściem do pracy.

Zdjęcia : 1,3,5 archiwum Prywatnego Muzeum w Andrychowie.

Zdjęcia : 2,4 Instytut Żydowski Yad Vashem Israel

Wykaz ważniejszych źródeł i literatury

  • Ajwszyc J. - Ruth Lieblich - kobieta w okresie shoah, Tel Awiw 1990
  • Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego
  • Archiwum Prywatnego Muzeum w Andrychowie
  • Chcieli sprawiedliwości i wolności, Szkice z dziejów andrychowskiej klasy robotniczej, Wadowice - Andrychów 1962
  • Johnson P. - Historia Żydów, Kraków 1996
  • Kulczykowski M.- Dwa wieki miasta Andrychowa, Kraków 1967
  • Księga pamiątkowa byłych gmin żydowskich Wadowic, Andrychowa Kalwarii i Myślenic pod redakcją dr Dawida Jakubowicza, Tel Awiw 1968
  • Kubal G. - Andrychów i okolice, Krosno 2001
  • Kronika miasta Andrychowa, archiwum UMG Andrychów 
  • Sadlik B. - Z dziejów Bielskich i Bialskich Żydów, Kalendarz Beskidzki 1992
  • Maleta A. - Cudeccy Żydzi w pamięci współmieszkańców, Polska Sztuka Ludowa 1989
  • Siemionow A. - Walka z okupacją w latach 1939 - 45 między Wisłą a Babią Górą, Kalwaria Z. 1992
  • Siemionow A. - Ziemia Wadowicka, Wadowice 1984
  • Wolf T. - Listy do Dawida Jakubowicza, Andrychów - Tel Awiw 1964
  • Zwoliński A. - Miasto Ankwiczów - z dziejów Andrychowa, Kraków 1993

Mapa Andrychowa 1939 - 45 - Plan der stadtegemeinde Andrichau 
Rekonstrukcja dr Wiktor A. 4.4.1977 archiwum UMG Andrychów

Wspomnienia mieszkańców Andrychowa o getcie użyczyli :

Bader Rina Kiriat mockin - Israel
Korn Icchak Tel Awiw - Israel
Kreczmer Kazimierz - Andrychów
Kudas Franciszek - Andrychów
Olajossy Ludwika zd Flaga - Andrychów
Wiktor Adam - Andrychów
Zacny Ludwik - Andrychów
Zacny Stanisław - Andrychów

Mapę getta w artykule opracował i wykonał Edward Wincenty Szlagor
Mapa Getta w Andrychowie 1941 - 43 

Getto obejmowało :

Getto otwarte - 25 hektarów - 51 domów
Getto zamknięte - 1,25 hektara - 16 domów

Getto zamknięte ogrodzone było 2 metrową siatką.

Nazwy ulic w getcie :

Lutzow Str - ul. Brzegi
Gnejsenau Str - ul. Szewska
Ziethen Str - ul. Kośvitzkiego
Moltke Str - ul. Niecała
Blucher Str - ul. Starowiejska
Wrangler Str - ul. Batorego
Krakauer Str - ul. Krakowska

 


Dopisek Admina www.andrychow.pl

Z pewnością zaintersuje Was gdzie orientacyjnie było Getto w odniesieniu do nowej mapy Andrychowa : 

 


Andrychów - Obecna mapa miasta (opr. UM Andrychów )
Naniosłem orientacyjny zarys granic Getta.

 
 Getto właściwe
 Getto otwarte
 Domy volksdeutschów

 

[Powrót do działu Historia miasta | Powrót do spisu działów ]

PostNuke Powered Site, GNU/GPL Licence, Administracja : wins@andrychow.pl , Telefon 502 740628
Wszystkie loga, znaki handlowe, treść, fotografie oraz skrypty i moduły na tej stronie należą do ich właścicieli.
Regulamin świadczenia usług :: Polityka prywatności :: Redakcja Za treść ogłoszeń i reklam nie odpowiadamy
Polityka strony dotycząca cookies
Korzystając z niniejszej strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki i polityką strony dotyczącą cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookies w Twojej przeglądarce.