|
69 lat temu w lutym 1935 r. wydarzyła się na Babiej Górze tragedia która
wstrząsnęła turystyczną Europą. Śmierć poniosła wówczas cała ekipa
reprezentująca Klub sportowy Beskid Andrychów.
To i inne wydarzenia na Babiej Górze opisuje artykułu "Zimowe tragedie na Babiej
Górze. Andrychowianie nie doszli" Artykuł ukazał się w miesięczniku
turystyczno-krajoznawczym "Na Szlaku" nr 3 marzec 2003. Warto go przeczytać
zanim zdecydujemy się na zimowe zdobywanie Królowej Zachodnich Beskidów.

Fot. Andrzej Pietyra. Osłonięty kosodrzewiną kamienny
Krzyż Czworga Narciarzy z nazwiskami tragicznie zmarłych uczestników feralnej
wyprawy w lutym 1935 roku.
|
Z ostatniej chwili Dzięki uprzejmości
Andrzeja Frysia otrzymaliśmy poniższe fotografie dokumentujące fakt
zamieszczenia tablicy okolicznościowej wykonanej w 70 rocznicę tego jakże
tragicznego wydarzenia. Więcej na temat chwili zamieszczenia
tej tabliczki tutaj

|
"Zimowe tragedie na Babiej Górze. Andrychowianie nie
doszli"
"Na Szlaku" nr 3 marzec 2003.
Babia Góra to najwyższy masyw górski w Polsce, tuż po skalnych basztach Tatr.
Znana jest z pięknych widoków i kapryśnej pogody - zarówno w lecie, jak i zimą.
Nie nadaremno zyskała sobie niezbyt pochlebną nazwę - Matka Niepogód. Nadszedł
czas i na zimowe zdobycie Królowej Zachodnich Beskidów.
Pierwszego - udokumentowanego - narciarskiego wyjścia na Babią Górę dokonała
grupa sześciu niemieckich turystów. Pochodzili z Górnego Śląska i wszyscy byli
członkami Beskidenverein'u. Ich wyprawa odbyła się w dniach 5-7 stycznia 1906 r
. Trasa wiodła z Jeleśni do Przyborowa i
na Przełęcz Jałowiecką (1017 m). Następnie narciarze wyszli na Cyl (1517 m) i
zjechali na Przełęcz Bronę (1420 m). Tego dnia warunki atmosferyczne na
grzbiecie Babiej Góry były fatalne (mgła, zadymka i lodowaty wiatr). Narciarze
zaczęli forsować podejście na Diablak (1725 m), na którym byli już w zupełnej
ciemności. Zaczęli zjeżdżać południowym zboczem masywu w poszukiwaniu
niemieckiego schroniska zbudowanego rok wcześniej.
Niestety, rozminęli się ze zbawczym budynkiem. Zdeterminowani narciarze
powrócili więc - raz jeszcze - na grań i przy użyciu kompasu, pośród nocnego
huraganu - cudem wręcz - natrafili na schronisko, które uratowało im życie. Tam
czekał na szczęśliwych narciarzy gospodarz z żoną, którzy zostali wcześniej
powiadomieni o niezwykłej eskapadzie niemieckich narciarzy.
Następnego dnia śmiałkowie zjechali do Półgóry, skąd powrócili do Jeleśni -
punktu wyjścia swojej niecodziennej marszruty zimowej.
Niedługo później i polscy narciarze zdobyli szczyt Babiej Góry. Wyprawa miała
miejsce w dniach l i 2 lutego 1908 r. W jej skład wchodziło czterech narciarzy :
Walery Goetel, Ferdynand Goetel, Władysław Pawlica oraz Jan Nowak.
Wycieczka rozpoczęła się wieczorem 31 stycznia w Krakowie, skąd jej uczestnicy
wyjechali wieczornym pociągiem do Makowa Podhalańskiego. Gdy wysiedli z pociągu,
na dworcu napotkali na dwójkę turystów wybierających się również na Babią Górę,
ale na ... karplach, które przymocowane do butów nieźle służą do chodzenia po
głębokim śniegu. Byli to studenci UJ : Wacław Majewski i Władysław Kuryluk.
Powiększony skład osobowy powędrował do Zawoi, gdzie turyści wypoczywali kilka
godzin. Następnie dotarli do polskiego schroniska na Markowych Szczawinach i tam
zanocowali.
Dzień później wyszli na Przełęcz Bronę (1420 m), powitał ich huraganowy wiatr,
"kalafiory śnieżne" i szreń, które są wrogami narciarzy . Po kilku godzinach
uporczywej wędrówki osiągnęli wreszcie kulminację Diablaka z wielką wieżą
triangulacyjną, oblepioną śniegiem i lodem, niczym olbrzymi chochoł.
Pierwsze polskie wyjście narciarskie na Babią Górę stało się faktem. Na szczycie
grupa rozdzieliła się. "Karplarze" rozpoczęli mozolną wędrówkę do Półgóry, a
narciarze zjechali do Lipnicy Wielkiej.
Nie wszystkie zimowe spotkania z Babią Górą skończyły się szczęśliwie. Góra
zaczęła pochłaniać swoje ofiary . W zimie 1918/1919 zamarzł pod samym szczytem
Babiej Góry Jakub Sobenko. Był żołnierzem annii austro-węgierskiej i wracał ze
szpitala we Włoszech. Wybrał krótszą, ale jakże niebezpieczną trasę powrotu do
rodzinnego Lwowa - przez Babią Górę. Pochowano go w miejscu zgonu.
Beskidzka góra pokazała swe groźne oblicze zimą 1935 r. Tragedia, jaka wówczas
wydarzyła się na Babiej Górze, wstrząsnęła nie tylko polską opinią publiczną,
ale całą turystyczną Europą.
Podczas narciarskiego rajdu wiodącego szlakami Beskidów, śmierć poniosła cała
ekipa reprezentująca Klub Sportowy "Beskid" - Andrychów. Wybrali jedną z tras
Gwiaździstego Rajdu Narciarskiego Krakowskiej Organizacji YMCA, która prowadziła
z Węgierskiej Górki przez Pilsko i Babią Górę do Rabki.
Dwóch narciarzy i dwie narciarki z Andrychowa (Kazimierz Fryś, Janina Fryś i
Władysław Olejczyk) i z Wadowic (Helena Banachowska) wyruszyło forsownym marszem
z Pilska przez Cyl, Kościółki i usiłowało - wędrując na nartach, przy
wzmagającej się wichurze, nocą, przy topniejących siłach - dotrzeć do schroniska
BV pod Diablakiem. Byli już skrajnie wyczerpani i zaczęli popełniać
niewybaczalne błędy.
Zdjęli narty i rozdzielili się. Zamarzali kolejno w promieniu kilkuset metrów od
schroniska.
Działo się to nocą 14/15 lutego 1935 r. Kilka dni po katastrofie trójkę
zamarzniętych narciarzy odnalazł Władysław Midowicz, gospodarz dolnego
schroniska na Markowych Szczawinach. Naprędce sklecona ekipa ratownicza zwiozła
ofiary przez Bronę i Markowe Szczawiny do karetek pogotowia z Wadowic,
czekających u początku Pośredniego Boru. Przez okres lutego i marca intensywnie
poszukiwano ciała kierownika zespołu - Kazimierza Frysia. Wyznaczono nawet
nagrodę pieniężną za odnalezienie zwłok Jednak dopiero pod koniec maja polscy
przemytnicy natknęli się na poszukiwanego u podnóża góry, w pobliżu gajowni na
Lniarce. Położenie zwłok wskazywało, iż do końca walczył o życie. Być może zmarł
dręczony okrutną myślą o los swoich towarzyszy wyprawy , z którymi stracił
kontakt.
Kolejną ofiarę Babia Góra zabrała 14 kwietnia 1951 r. Był to znany działacz
turystyczny i wytrawny narciarz - 34-letni prawnik Aleksander Starzeński z
Suchej Beskidzkiej. Feralnego dnia wybrał się na wyprawę narciarską z Markowych
Szczawin na Diablak. Przez roztargnienie zostawił w schronisku swój dowód
osobisty. W tych latach obowiązywały surowe przepisy graniczne. Został
wylegitymowany przez patrol WOP-u na szczycie Babiej i sprowadzony na Orawę do
Przywarówki.
Po wyjaśnieniu incydentu powziął brzemienną w skutkach decyzję późnego powrotu
do Markowych Szczawin przez Diablak.
Niestety, huraganowy wiatr, zadymka śnieżna i wyczerpanie fizyczne pokonało
narciarza. Zamarzł na szczycie, a jego ciało odnaleziono dopiero po trzech
dniach.
Wypadkiem śmiertelnym zakończyła się zimowa piesza wycieczka studentów ze
Śląska. Wybrali się w masyw Babiej Góry 11 listopada 1979 r.
Wybierając się zimą w masyw Babiej Góry trzeba pamiętać o jeszcze jednym
zagrożeniu - bardzo mało znanym - o którym niewiele się mówi, a jest całkiem
realne. Są to lawiny. Skąpe zapiski podają, iż duża lawina na północnych stokach
Babiej Góry zsunęła się w 1922 r. Następna - znana - miała miejsce w 1977 r. w
Piarżystym Żlebie na Perci Akademików. Lawina porwała trzech narciarzy z
pięcioosobowej grupy. Na szczęście zostali uratowani.
W 1987 r. lawina porwała narciarzy trawersujących północny stok Kościółków.
Zostali porwani na dno Kamiennej Dolinki. Odnieśli różne kontuzje, ale nikt nie
zginął.
Babia Góra czeka na doświadczonych turystów i narciarzy , którzy odważą się na
zimowe zdobycie Królowej Beskidów. Trzeba jednak pamiętać, że niedoświadczeni i
lekkomyślni turyści mogą zapłacić cenę najwyższą za próbę jej podboju.

Maj, 2011 r. Foto : Zbigniew Kubień
Gratka dla miłośników historii turystyki górskiej. Oryginalna przedwojenna tablica informacyjna wykonana przez Polskie Towarzystwo Tatrzańskie-Oddział w Żywcu. Tablica znajduje się w doskonałym stanie i - prawdopodobnie - nie zdążono już jej zamontować przed wojną. Wszystko wskazuje na to iż miała być umieszczona na stacji kolejowej w Hucisku. Przed wojną kolej była najpopularniejszym i niezawodnym środkiem transportu i często z PKP korzystali turyści. Cenna tablica jest eksponatem MUZEUM TURYSTYKI GÓRSKIEJ PTTK na Markowych Szczawinach pod Babią Górą. Zgody na wykonanie fotografii i jej publikację udzielił autorowi Kustosz MUZEUM TURYSTYKI GÓRSKIEJ PTTK na Markowych Szczawinach - Pan Robert Wosiek, któremu bardzo serdecznie dziękujemy!
Tablica, to swoistego rodzaju memento. Inżynier Mieczysław Mączyński był bardzo znanym działaczem PTT, a nawet - od 1938 roku wiceprezesem Zarządu Głównego PTT w Krakowie. Od 1934 roku był generalnym dyrektorem lasów żywieckich. Doskonale znał andrychowskich działaczy Koła PTT. Został aresztowany przez hitlerowców i osadzony w obozie koncentracyjnym w Mauthausen. Tam zginął zamordowany w 1940 roku. Drewniana tablica przetrwała wichry wojny i przywołuje - już z mroków niepamięci - PAMIĘĆ niezwykłego CZŁOWIEKA gór. Pamiętajmy i my!
Poniżej - fotografie wykonane zimą 2010 r. wykonane po to, aby pokazać ciekawe obiekty na Babiej Górze, a także panoramę Tatr, co z Babiej rzadko się zdarza. Jak wiadomo - to Matka Niepogód!

Foto: Szymon Kubień

Foto: Szymon Kubień

Foto: Szymon Kubień

Foto: Szymon Kubień

Foto: Szymon Kubień

Foto: Szymon Kubień

Foto: Szymon Kubień

Foto: Szymon Kubień

Foto: Szymon Kubień

Foto: Szymon Kubień

Foto: Szymon Kubień

Foto: Szymon Kubień

Foto: Szymon Kubień

Foto: Szymon Kubień
Zbigniew Kubień |