Sobota , 25 Listopada 2017 - 06:24 
Szukaj  
Reklama
Katalog Firm
 · Losowa Firma :
Wins Systemy Komputerowe · Zobacz więcej informacji o tej firmie w Katalogu Firm
Katalog Firm
Ostatnio do Katalogu Firm dołączyły Firmy :

Pompy do wody SPM Jedność·Zobacz opis tej Firmy
Widpol S.C. Toczenie CNC, frezowanie CNC, wiercenie, gwintowanie·Zobacz opis tej Firmy
Dom Weselny Zielona Skarpa - Powiat Wadowicki, Andrychów, Sułkowice·Zobacz opis tej Firmy
FOLMAR - Marek Chrapkiewicz - Producent Opakowań Foliowych·Zobacz opis tej Firmy
DRUKPOL - Centrum Obsługi Biurowej·Zobacz opis tej Firmy
Zobaczcie

Stowarzyszenie
Uniwersytet
Trzeciego Wieku
w Andrychowie

Krótkofalarski
Klub Łączności
Delta SP9KUP

Licznik
Dzisiaj:228
Miesiąc:23364
Ten rok:337228
Ogólnie:5108769

Od dnia 01.05.2002
Alaska - moja wielka miłość
(Data publikacji 28-Lut-2008, Odsłon: 14846) Strona gotowa do druku
 

Alaska - moja miłość

Rozmowa z Andrzejem Pietyrą - wielkim miłośnikiem gór i fotografem potrafiącym jak mało kto oddać piękno przyrody!


To musi być skrajnie ambiwalentne uczucie wrócić z tak pięknego miejsca na ziemi  jak Alaska i ... nie móc podzielić się tym uczuciem z całym światem. To tak, jakby wrócić z raju na ... ziemię. Z Andrzejem Pietyrą umówiłem się na przysłowiową "godzinkę" aby podzielił sie z Wami przygodą, która spotkała go w jednym z ostatnich na ziemi miejsc potrafiących zachwycić człowieka do tego stopnia, że stale chciałby tam powracać. Usiedliśmy na godzinkę ... i ani się człowiek nie obejrzał jak minęły ... cztery. Barwny świat białej Alaski, jaki potrafi w umyśle słuchacza namalować swoimi opowieściami Andrzej - zapadł głęboko w mojej wyobraźni. Przeniósł mnie w krainę Jacka Londona, w krainę ludzi uczciwych, ceniących słowo : praca. Pasja z jaką Andrzej opowiada historię tej podróży, znajomość tematu i niezwykła lekkość przekazu  sprawiła, że słowo Alaska nabrało dla mnie zupełnie innego znaczenia. Ale - dość mojego gadania :)

 

Posłuchajcie opowieści Andrzeja.

Góry, wspinanie towarzyszą mi od zawsze. Alaska to najpiękniejsze miejsce na ziemi. Jest tak dzika i piękna, że aż dech zapiera.

Alaska Range

Jak tam trafiłem? No cóż - udało mi się tam znaleźć dzięki mojemu przyjacielowi, który wyjeżdżał tam do pracy. Pracowaliśmy razem nad Zatoką Bristolską nad Morzem Beringa. Pracowałem tam jako jako QC - czyli specjalista kontroler jakości ryby. To tereny, gdzie łowi się dzikiego alaskańskiego łososia. Na wybrzeżu Alaski jest kilkadziesiąt małych fabryczek-przetwórni, które pracują 2 miesiące w sezonie, po czym stoją puste przez resztę roku.

Byłem tam kimś, kto decyduje. Powierzono mi dość odpowiedzialną pracę. Technologia zamrażania łososia, wielkie lodówki, zamrażarki minus 80 stopni, kontrola procesu produkcji i zamrażania - to wszystko było na mojej głowie. Miałem okazję sprawdzić się w tej pracy. Łosoś Alaskański - jest piękny, cały czerwony, lub czerwono fioletowo żółty, plamiasty, piękne ryby i niezwykle smaczne. Japończycy są na Alasce specjalistami od kontroli jakości. Fajnie było ich obserwować, jak z estymą podchodzą do siebie. Japończycy to dobrzy - pogodni ludzie. No i  zrobili mi rewelacyjne, prawdziwe suszi. Było super!

Praca tam umożliwiła mi późniejszą podróż i poświęcenie się kolejnej oprócz gór wielkiej pasji mojego życia - fotografii. Alaska, piękna surowa. My pracowaliśmy w regionach południowych oraz środkowych w których klimat jest podobny jak w północnej Norwegii. Na tej szerokości roślinność jest za to bardzo podobna jak u nas. Co ciekawe na południowej Alasce wszystko rośnie zdecydowanie dużo większe. Dzieje się tak dlatego, że jest tam dość duża wilgotność z powodu ciepłych prądów pacyficznych.

Zobaczyłem prawie "całą " Alaskę, spędziłem tam łącznie pół roku. Byliśmy na północy obserwując po drodze jak zmieniają się strefy klimatyczne, pewne gatunki drzew przestają rosnąć, wchodzimy przecież w inną, skrajną dla człowieka strefę klimatyczną czyli tajgę a potem tundrę. Porazstają ją wierzby arktyczne, skarłowaciałe lasy świerków arktycznych wysokie na trzy, cztery metry chude jak ręka wyglądające jak ostrewka, a mające po kilkadziesiąt lat!. Wszędzie krzewinki, porosty.

Trudno się  tam poruszać bo ... nie ma systemu dróg. Po terenie Alaski można podróżować prawie wyłącznie samolotem a bardzo rzadko samochodem właśnie z powodu bardzo ale to bardzo skąpej sieci dróg.

No właśnie - samolotem. Zawsze chciałem dużo latać. A podróż na Alaskę to wymarzony sposób na to, by latać wszystkim czym tylko można. Z Europy leci się transatlantykami, olbrzymimi Boeingami bądź Airbusami w których nie widzisz w ogóle że lecisz, jest tak wiele przestrzeni. Po dwóch trzech dniach dolatujemy na Alaskę. Praktycznie jest to jedno z najdalszych miejsc na ziemi dla nas Polaków. To kilkanaście tysięcy kilometrów. Po drugiej stronie globu. Potem przesiadaliśmy się do turbośmigłowców na kilkadziesiąt osób, następnie do jeszcze mniejszych samolotów na kilkanaście osób by w końcu do celu dolecieć avionetką w 3 osoby z czego trzecia to pilot. Widok jaki się roztacza zapiera dech w piersi -góry, jeziora, woda, ląd. Te zmienne warunki geograficzne powodują olbrzymie turbulencje. Jak zatrzęsie to można poczuć co to prawdziwe emocje :). Często samoloty maja zamontowane pływaki. Przeważnie ląduje się na wodzie - na jeziorach.

System dróg praktycznie nie istnieje. Jedną z niewielu dróg jest Dalton Highway.

Dalton Highway w okolicach koła podbiegunowego

Dalton Highway biegnie z największego miasta na Alasce - Anchorage (miasto wielkości Bielska). Apropos - Stolica Alaski - Juneau - jest mniej więcej wielkości Andrychowa.

Droga Dalton Highway zbudowana była w czasach zimnej wojny, do obsługi Rurociągu Transalaskańskiego.

Rurociąg Transalaskański

Później otworzono ją dla ruchu kołowego. Tak więc - bardzo mało dróg, łączność satelitarna, raz za czas email w osadach gdzie jest bardzo ograniczony transfer. Co zauważyłem? Amerykanie to dobry naród, łatwowierny, przyjazny, ludzie tam nie blokują swoich systemów komputerowych hasłami, więc co to za problem dla Polaków skorzystać z obcej sieci :)  :). Przeważnie jednak korzysta się z CB.

Przystanek Alaska - każdy pewnie widział ten film. Miasteczko Cicely zostało wymyślone i wybudowane na wzór miasteczka Talketna - małego miasteczka z którego startuje się na McKinleya (6194 m n.p.m.) - najwyższy szczyt Ameryki Północnej, położony w górach Alaska Range(USA).

Alaska. Bardzo często miałem uczucie jakby czas zatrzymał się tam w czasach Jacka Londona. Ludzie po przejściach, każdy chowający w sobie głęboką jakąś nie do końca prostą historię. Prawda jest taka, że nie ma tam zwykłych amerykanów jakich można spotkać w reszcie stanów. Jest tam też bardzo dużo indian. Jak wiesz amerykanie kupili Alaskę od Rosjan, którzy nie traktowali Indian tak, jak traktowali ich w pozostałej częsci stanów Amerykanie To ich ocaliło. Indianie są niezwykli! Mają piękny język, bardzo ciekawy folklor, rękodzieło, potrafią wytwarzać piękne figurki z kości ssaków morskich a ich kilkumetrowe totemy robią niezwykłe wrażenie. Pamiątek jednak nie można przywieźć stamtąd zbyt dużo. Ja miałem sprzęt do wspinania, fotograficzny parę swoich rzeczy i koniec - ogranicznenie bagażu do 25 kg na osobę

A teraz zmieścić to wszystko do 25 kg plecaka.

Niemożliwe? Mozliwe - ale to wielki problem. Trzeba iść na wiele kompromisów, rezygnować z wielu rzeczy które chciałoby się stamtąd zabrać ze sobą.

Ma to też swoje plusy - bo tak naprawdę tam musisz mieć tylko dobre rzeczy, wytrzymałe, sprawdzone. Poza tym mimo bardzo małej sieci miast na miejscu można się przecież również świetnie zaopatrzyć.

Alaska jest bardzo różnorodna. Są tam wielkie Parki Narodowe, których chronione tereny i roślinność są bardzo różne, są tam góry, lodowce, fiordy, można spotkać ssaki morskie, wieloryby, orki, delfiny, foki, o rybach nawet nie wspominam, wielkie bogactwo ptaków. I to wszystko na obszarach parków, które są wielkości 1/3 Polski jak Denali National Park. Turyści bardziej wygodni - poruszają się olbrzymimi wycieczkowcami, opływając wybrzeża, oglądając wszystko z pokładu statku.

Alaska - złoto, kopaliny - jest dla Amerykanów jak Syberia dla Rosjan. Nie traktują jednak tego bogactwa natury w pełni tak jak na to zasługuje. Często są tam ogromne pożary lasów, palą się olbrzymie powierzchnie - np. 20, 30 tys. hektarów. I pali się to z winy człowieka.

Pogorzelisko po wielkim pożarze w dolinie Jukonu

Jak wyglądała moja praca na Alasce? Trochę jest tu ichtiologii; sprawdzałem rybę, jej kondycję, płeć, gatunek, obliczałem populację jaka w danej chwili jest u ujść rzek. Generalnie biorąc pod uwagę moje zainteresowania było to zajęcie interesujące. Większość specjalistycznych informacji dotyczących łososi zdobyłem na miejscu.

Problem z językiem? No cóż. Język angielski znałem tak jak większość Polaków. Takie wyjazdy kapitalnie jednak uczą języka. Mój angielski był martwy. Przez 1-3 dni bałem się powiedzieć cokolwiek, potem się przełamałem a po 2 miesiącach mówiłem już biegle :)

Sezon na rybę tak naprawdę trwa miesiąc dla danego rejonu. Pracuje się wtedy średnio 18 godzin na dobę. Wymagana jest szybkość. To bardzo droga ryba - przykładowo - kilogram w Polsce kosztuje kilaset złotych. Dodatkowo ryba ta ma bardzo drogi kawior – uznawany za eliksir młodości w Japonii (wiadomo, białko, aminokwasy, zdrowe i bardzo dobre w smaku). Nie jest twardy i maleńki jak rosyjski kawior, lecz wspaniały miękki. Je się go na surowo lub parzy i kroi na plasterki. Troszkę sobie tego podjadłem - było bardzo smaczne! Tak więc - Szybkość i ciężka praca. Niektóre fabryczki na Alasce w sezonie zarabiają nawet i kilkadziesiąt milionów dolarów. Ryba jest bardzo droga i niezwykle smaczna. Są klienci, którzy wymagają np. aby ryba która została złowiona rano - wieczorem była już w Chicago na wystawnej kolacji.

Alaska Wszędzie pełno niedźwiedzi - jest ich tak dużo, że nie spodziewałem się że będzie to aż tak wyglądać. Idziesz - patrzysz - niedźwiedź. Przechodzi 100 metrów od Ciebie, czasami nawet 50m. Mały problem jeśli to jest mały niedźwiedź czarny - Baribal. Są to niedźwiedzie które są wielkości człowieka. Co innego jak natkniesz się na niedźwiedzia brunatnego, jak te olbrzymy z wyspy Kodiak- 3 metry 60 cm lub Grizzli - te niedźwiedzie budzą respekt i grozę.

Rodzina Grizzly w górach Alaska Range

Dlatego wszyscy chodzą tam z bronią lub miotaczami gazu pieprzowego. Trzeba być ostrożnym, trzeba wyczuć intencję zwierzęcia, nie można absolutnie uciekać, najlepiej jest z nim ... rozmawiać. Niektórzy krzyczą, skaczą. Jak niedźwiedź podejdzie mimo to bliżej - pozostaje jedno ... należy się położyć i skulić, udając padlinę :) .

Niedźwiedzie bardzo rzadko atakują. Są tak najedzone łososiami, że po prostu nie mają takiej potrzeby. Łososi jest tak dużo, że w wielu miejscach woda wyrzuca je masowo na brzeg. Niedźwiadki mają prawdziwą ucztę wyjadając wyłącznie z łososia - kawior - tak duża jest ich liczba. Należy wystrzegać się niedźwiedzic z małym, cóż wiadomo są one bardziej podatne na stres związany z ochroną młodych.

Ludzie z uwagi na ogrom przestrzeni i samotność nie ryzykują. W kontaktach z żywym niebezpiecznym zwierzęciem - używają po prostu broni. Przy poważniejszych dolegliwościach związanych z "kontaktem z niedźwiedziem" - mija bowiem dużo czasu zanim przyjedzie pomoc. Ogólnie - ludzi z problemami zdrowotnymi nie mają czego szukać w głębi Alaski z dala od dużych miast. Nawet taki mały kłopot jak alergia tam moze stać się prawie śmiertelnym zagrożeniem. Jako QS zajmowałem się też zdrowiem pracowników i miałem taki przypadek, gdzie jeden z kucharzy dorzucił suszonych krewetek do jedzenia . Nie wiedział, że jeden z czarnoskórych pracowników - zbudowany jak piłkarz rugby miał wielki problem - był uczulony na krewetki. Zaczął się dusić, brak było leków, na pokład samolotu - wnieśliśmy go ledwo żywego.

Ludzie są tam zdani sami na siebie. Nieopisany ogrom przestrzeni. W mojej pracy ląduje się na plaży, wokół tundra, miliony oczek wodnych, pół kilometra od brzegu w głąb lądu już się nie chodzi, bagna, a poza nimi woda - grozi to tym, że można juz nie wrócić ...

Na Alasce jest dużo baz wojskowych, Amerykanie mają tam spory arsenał. Istnieje oczywiście możliwość pomocy od wojska - ale najlepiej jest liczyć na samego siebie i przyjaciół.

Praca jest bardzo ciekawa, chociaż bardzo trudno tam się jest dostać. Z roku na rok ten świat trochę odchodzi w zapomnienie - łosoś był bardzo mocno eksploatowany. Nie jest to przecież łosoś europejski, który płynie, składa ikrę i wraca. Ten alaskański łosoś raz w życiu płynie na tarło, składa ikrę i umiera. Fabryczki przędą coraz gorzej. Jest to przemysł, który korzysta z doświadczeń indian - żyli tak, łowiąc łososia już tysiące lat temu, jednak teraz kiedy tą dziedzinę zmechanizowano zaczął się dramat. O pracę tam jest bardzo trudno i dostaja ją tylko ludzie sprawdzeni wcześniej lub tacy za których ktoś kto pracował wcześniej udzieli poręczenia. Fabryczek jest kilkadziesiąt wzdłuż wybrzeża nad morzem Beringa, nad zatoką Bristolską oraz na południowej Alasce. Fabryczki są odosobnione - wyglądają jak bazy naukowe, arktyczne.

Praca na Alasce? Tak naprawdę większa połowa mieszkańców Alaski to pracownicy firm wydobywczych, wojska, agencji rządowych. Kilka większych miast, a poza tym miasteczka liczące ok. 1000, 100, 200 mieszkańców, osady, rozrzucone na ogromnych odległościach.

Praca. Dzięki niej mogłem spełnić marzenia podróży po Alasce. Nie było łatwo. Praca była bardzo ciężka, do tego stopnia, że wielu ludzi już po kilku dniach rezygnowało. Nie wszyscy wytrzymywali. Sezon zaczyna się w maju, potem 2 miesiące ciężkiej harówki i w miejscach, gdzie pracowało się - resztę roku hula wiatr. Co zauważyłem? Jest tam rewelacyjne wyposażenie. Sprzęt musi przecież wytrzymywać skrajne warunki atmosferyczne. Materiały z których wykonuje się urządzenia i maszyny są naprawdę bardzo wysokiej jakości.

Czy jest ciepło? No cóż. O cieple można zapomnieć. W lecie na południu Alaski jest co prawda czasami 10-15 stopni ale wieje tak przenikliwy wiatr, że nawet jak jest ciepło nie pozwala tego odczuć. Na północy jedynie - to nad Jukonem jest trochę cieplej. A propos doliny Jukonu, to piękna ogromna rzeka ale i ogromne suche obszary pełne fotogenicznych porostów, które szczególnie pięknie wyglądają jesienią. Ale i tam lato błyskawicznie mija, temperatura spada, zaczyna się jesień. Wtedy bardzo szybko oziębia się - różnica pomiędzy dniem i nocą to nawet 20 stopni. Podczas gdy w ciągu dnia jest 10 stopni, to nocą minus 10.

Tam gdzie byłem, nad Morzem Beringa nie ma dni słonecznych. To znaczy są ale jest ich tylko 10% w roku. Poza tym jest bardzo deszczowo, mgła, deszcz lub mżawka.

Tundra nad Zatoką Bristolską i „zwykła pogoda”

 

Piękny dzień nad Morzem Beringa :)

Gdzie byłem na Alasce? Wszędzie :) Po dwóch miesiącach pracy zawsze podróżuję po niej ze znajomymi. Góry, podróż, dzika, nieodkryta przyroda. Samemu ciężko byłoby udać się na taką wyprawę, głównie ze względów finansowych. Nie jest to tanie. Trzeba wypożyczyć smochód - potwora, beczkę benzyny. W tym roku jeździliśmy Fordem Expedition - niesamowite wrażenia jazdy. Co mi się bardzo spodobało - zawsze możesz liczyć na innych ludzi. Oczywiście pod warunkiem, że akurat tamtędy przejeżdżają. Czasami bywa i tak, że na pomoc czeka się nawet kilka dni. Ale - jak zatrzymasz się na poboczu - to jeśli tylko ktoś jedzie zawsze zatrzymuje się i pyta czy potrzebna jest pomoc.

Po co pojechałem na Alaskę? Najważniejsze tak naprawdę dla mnie są góry.

Po prostu Najpiękniejszy

McKinley to jedna z tych gór, które zawsze mnie fascynowały. Czasami McKinleya widać z 200 km! Mi udało się zobaczyć go kiedyś ponad chmurami lecąc samolotem - widziałem go wtedy z odległości 300 km. Lecący ze mną Ranger stwierdził, że od 20 lat lata na tej trasie i pierwszy raz widział McKinleya z tak daleka. Góra jest bardzo piękna, niesamowicie piękna, a właściwie to piękny - bo to wygasły wulkan, jedna z najtrudniejszych gór świata (6159 metrów). Nazywają ją białym słoniem. Leży nad kołem podbiegunowym, panują tam arktyczne warunki, jej cechą charakterystyczną są gwałtowne zmiany pogody a do tego huraganowe wiatry. Tam najlepsi wspinacze mieli problemy. Tam nikt Ci nie pomoże. Możesz liczyć wyłącznie na siebie.

Co jeszcze zachwyciło mnie na Alasce? Zorze - latem delikatne, białe jasne, jak falujący muślin. Nie zdarzają się na życzenie. Na zorze nie da się zapolować. Niektórzy czekają kilka tygodni ... i nic. A zjawisko jest cudowne. Nagle biały punkt rozlewa się, tańczy przestrzennie, delikatny zygzak zlewający się w dół - tego nie da się opisać. Im bardziej na północ tym zorze są ładniejsze. Zimą są częstsze i bardziej kolorowe. Robią piorunujące wrażenie.

Finger Montain. Cudną zorzę tu widziano :)

Pamiętem jedną z nich szczególnie - siedzieliśmy sobie nad kole podbiegunowym, byliśmy w paśmie Finger Montain, czysta, dziewicza tundra, tereny polodowcowe, delikatne wygładzone prze lodowiec szczyty tzw nunataki, siedzimy, coś sobie zjedliśmy - a tu ... przecudna Zorza Polarna! Poza tym jeśli coś nazywa się Aurora Borealis to musi być piękne.

Co z jedzeniem - no cóż. Jedzenie jak to w Stanach jest ... nie do jedzenia. Ale raz za czas zdarza się miła niespodzianka. Pamiętam - wzięliśmy sprzęt, zapas benzyny, prowiant i ruszyliśmy w drogę. Roślinność jest podobna jak u nas - wchodzę do lasu - a tam niemożliwie doskonałe grzyby! moskale! wielkie, czerwone kozaki, prawdziwki - zrywamy same głowy i robimy niesamowitą jajecznice! Wracając do roślinności - drzewa - olcha, dąb, jarzębina, świerk, jodła, cisy drzewiaste ... tam są ogromne lasy cisowe, stare 1000-2000 letnie drzewa, ryby łososie, pyszne, możliwe do przygotowania na sto sposobów, maliny, znacznie większe niż nasze, czeremoszki, borówki amerykańskie.

Apropos borówek ... mieliśmy przygodę która kosztowała mnie trochę nerwów.

W naszej wyprawie brał udział mój przyjaciel - świetny specjalista od motyli. Kiedy podeszliśmy pod gigantyczne krzaki borówek - zajadałem się nimi aż miło. A tu ten właśnie kolega pokazuje mi na ręce 4 jakieś czerwone jagody i pyta - To są borówki? Z rozpędu odparlem, że tak - myślałem, że on żartuje - bo do głowy by mi nie przyszło, że taki znawca motyli nie wie, jak wyglądają borówki! A tu gdzieś pod borówkami rosła taka jednoroczna roślinka, z której on zerwał te owoce. Jak zobaczyłem, że on faktycznie je połknął - wystraszyłem się nie na żarty! Kolega bardzo szybko oddał naturze te ... niby borówki. Na szczęście, jak się potem okazało nie były one trujące, co najwyżej ich zjedzenie mogło się skończyć lekką biegunką.

Na Alasce bardzo dużo polują. My - raczej (oprócz ryb) nie korzystaliśmy z tej formy zdobywania pożywienia. Przy drodze co kilkadziesiąt kilometrów można czasami spotkać stacje benzynowe - oczywiście tylko do pewnego miejsca. Tam właśni najczęściej można zjeść omlety w typowych ... fajnych amerykańskich barach, w których na dzień dobry dostajesz kawę.

U Róży

Jak wiesz - na Alaskę wszystko się przywozi, nic tam się nie uprawia(z wyjątkiem Matanuska Valey koło Anchorage) i nic się nie hoduje. Potężne promy przywożą kontenery-chłodnie z jedzeniem na cały sezon. W takim kontenerze jest wszystko - od jedzenia po lekarstwa.

Przypomniało mi się. Na morzu Beringa pracują ludzie wykonujący jeden z najniebezpieczniejszych zawodów świata. To poławiacze krabów królewskich. Ogromne kraby długości ponad 1m, mające luksusowe mieso, łowi się w towarzystwie ogromnych fal, które w kilka sekund mogą zmyć poławiacza krabów z pokładu. Zarabia się tam niesamowite pieniądze ale ... można je w jednej chwili bardzo szybko stracić.

Poławiacz krabów

To ciężka praca - mająca wśród mieszkańców Alaski wielką estymę. W ogóle - ludzie tam mają ogromny szacunek do pracy fizycznej. W Polsce ktoś, kto bardzo ciężko pracuje fizycznie nie tylko nie może liczyć w związku ze swoją pracą na szacunek, nawet wręcz przeciwnie. Tam ludzie czują ogromny respekt wobec tych, którzy swoja ciężką fizyczną pracą potrafią zarabiać na swój chleb.

Może tak jest dlatego, że to miejsce ludzi twardych, z duszą i charakterem. Alaska to rejon w którym wszyscy pracują ciężko, w szczególnych warunkach.

Piękna monotonia nad Zatoką Bristolską

Czy pojadę tam znowu? Chciałbym znowu w tym roku. Wiąże się to z tym, że w czerwcu bądź na przełomie sierpnia i września chcielibyśmy zmierzyć się z McKinley’em. 2 miesiące ciężkiej pracy i potem miesiąc odpoczynku - o ile tak można nazwać wyprawę na McKinleya. Muszę pracować - to co tam zarobię pozwala mi się wyposażyć, jeździć i zwiedzać tą cudną krainę. Dla mnie to umożliwienie sobie gór, nie mam sponsora, a to są wielkie pieniądze dla nas Polaków żeby tam się dostać. To zresztą jedna z najkosztowniejszych gór jeśli chodzi o dostępność. Ja muszę ciężko zapracować na tą miłość i przygodę.

I jak tu się nie zakochać?

A każdy dzień tam jest przygodą. Przykład? Proszę bardzo. Idziesz do pracy bardzo zmęczony po poprzednim dniu, który dopiero co się zakończył. Nagle mgły się podnoszą i widzisz na pniu dwa olbrzymie amerykańskie orły Bieliki. One siedzą, ty idziesz i widzisz jak one wzlatują ku niebu. Nagle, jednemu z nich spada lotka i kręcąc się upada wprost pod twoje nogi. Zastanawiasz się co zrobić - czy ją podnieść - czy iść dalej. To nagłe, niezwykłe wydarzenie. Według wierzeń Indian pióra takie daje wielką moc znalazcy.

Tam każdego dnia może Cię spotkać coś takiego, co w naszym świecie nie jest już zupełnie możliwe, jest niedostępne. To jest wielki skarb bycia tam.

Alaska to jednak kraj mężczyzn, w dodatku facetów po przejściach, którym po dwóch miesiącach samotności różne rzeczy przychodzą do głowy. Tam nie jeżdżą grzeczni chłopcy. Męcząca praca, ludzie siadają psychicznie, z najlepszym kumplem pokłócisz się tam o byle co. Dlatego jest tam kodeks, który jeśli złamiesz - wybacz - nie ma sorry - na drugi dzień musisz uciekać. Dziewczyny łagodzą obyczaje. Polki są tam ubóstwiane. Różnicę widzisz od razu. Cóż Amerykanki są bez szans. Jednak kraj znad Wisły króluje :)

Polki i ... Polacy. Bo Alaska to chyba jedyny Stan USA gdzie Polaków się ceni, nie śmieją się tam z nas, wręcz przeciwnie, darzą nas tam olbrzymim szacunkiem. Może to dlatego, że przyjeżdżają tam studenci, ludzie z dużą kulturą osobista. Nie wytworzyły się więc mechanizmy takie jak w pozostałych częściach Stanów. To oczywiście bardzo subiektywne, moje własne zdanie - ale powtarzam tylko to co usłyszałem od innych mieszkańcami Alaski - tak właśnie oceniających Polskę i Polaków.

Oczywiście nie jest to reguła i zdarzają się też czarne owce. Do jednej z największych fabryk na Alasce przyjechała grupa studentów z Europy, wśród nich również Polacy. W tamtejszych fabrykach nie wolno pić alkocholu pod żadnym pozorem, nawet piwa. Nie ma go w sklepie bo nie ma tam rozróżnienia - praca - wolne. Jesteś na terenie fabryki. Jeśli wypijesz - wylatujesz, to samo dotyczy bójek - również wylatujesz. Niby jak ktoś bardzo chce jakiś bimberek to od rybaków można kupić. Kilku Polaków ciężko pracowało ale i ciężko popijało. Polacy lekko wstawieni postanowili zaszaleć i ... ukradli samochód szefa (zresztą jeden z niewielu w okolicy) - psując tym opinię innym Polakom w całej okolicy. Od tej pory do tamtej fabryki Polaków już nie przyjmują. No, ale - każda nacja ma swoje wady i czarne owce. A tam ma się cały przegląd światowy - od obu Ameryk po Azję. To bardzo ciekawe doświadczenie spotykać ludzi z całego świata. Można się bardzo dużo nauczyć.

Czy były szczególne miejsca które mi się podobały? Tak! było ich coś koło ... 20 000. Po prostu Alaska jest tak cudownie piękna, że jak masz pogodę, a nawet jak jej nie ma - po prostu jedziesz samochodem i usta masz cały czas otwarte z zachwytu. Jedziesz - nagle dojeżdżasz do szczytu wzniesienia, a przed tobą panorama na 200 km!

W drodze

 

Masyw McKinleya od południa

 

Tajga

 

Płw. Kenai, południowa Alaska

 

Alaska Range

Czy mam jakieś fotografie? Zdjęć zrobiłem kilka tysięcy. Fotografuję analogami, Nikonem N90, mam do niego fajne szkła, mam cyfrę Pentaxa K10. Do fotografii przyrody używam prawie zawsze analoga. Robię dużo fotek na slajdach. Co jest powodem wielkiego stresu ... bo na lotniskach prześwietlają bagaże, co przy kontroli zawrtości bagażu może skończyć się jego utratą.

A to ja przy pracy :) Fot. Rafał Kalwa

Zrobiłem kilka tysięcy fotek, z czego około tysiąc slajdów. Myślę nad każdym zdjęciem, łączy się to przecież potem z kosztami. Jak wiesz, każde zdjęcie to ładnych kilka, a nawet kilkanaście złotych - trzeba je przecież zaramkować i zarchiwizować, zeskanowanie ich w dużej rozdzielczości, slajdy, płytki, twarde dyski, komputer - to wszystko dodatkowe koszty związane z posiadaniem "slajdów". A zarabiamy jak wiesz w Polsce kilka razy mniej ... płacąc praktycznie 2-3 razy drożej za np. sprzęt fotograficzny.

Aż czasami jest żal jak widzisz osoby przylatujące na kilkudniowy pobyt w jakimś pięknym miejscu Alaski, którzy kupują sobie jako dodatek do bagażu szkła i sprzęt foto o jakich w Polsce można pomarzyć - a tam jest w zasięgu praktycznie każdej pracującej osoby. Aż łzy czasami lecą jak zwykli amatorzy robią fotografię szkłami które w Polsce kosztują kikanaście tysięcy a tam są kilkakrotnie tańsze i dostępne prawie dla każdego.

Czy próbowałem policzyć przebyte w czasie wyprawy kilometry? No cóż - było ich kilka tysięcy. Z czego oczywiście część samolotem, a reszta potężnymi, wypożyczonymi samochodami terenowymi. Aby jeździć takim potworem po Alasce przez kilka tygodni - trzeba na to pracować cały tydzień.

Ciekawe sytuacje zdarzają się na trasie. Alaskańczycy są cudowni jeśli chodzi o wiarę w uczciwość człowieka. Jedziesz ... pustkowie ... stacja benzynowa, gigantyczne cygaro - zbiornik - dystrybutor. Tankowanie wygląda tak - na dystrybutorze wisi kartka na której pisze : "Zatankuj, zapamiętaj ile zatankowałeś, idź do do kanciapy i zapłać"

Alaskański przepis na tankowanie :) Fot Rafal Kalwa

Wracając do samochodu - Ford Expedition – waga max nawet 5 ton, silnik 5,6 litra, 280 KM, benzyna, 160 km po szutrze - jedziesz jakbyś sunął - 16-18 litrów na sto km - cena za 3,6 litra (galon) mniej jak u nas za litr. Benzyna tam ma mniej oktanów. Normalna to 87 oktanów. Tak więc - bardzo tanio można podróżować tam samochodem i wypożyczyć go. Jak wspomniałem - na taką wielką terenówkę na miesiąc z ubezpieczeniem idzie Twoja tygodniowa pensja.

Czy były jakieś śmieszne, czy też zaskakujące wydarzenia? No cóż. Jedno było. Chociaż nie wiem czy śmieszne :) Stado wielorybów zatrzymało się na mniejszej wodzie i morze wyrzuciło na plażę wieloryba. Kaszalot miał z 15 metrów. Oczywiście, próby wepchnięcia go maszynami do morza nie powiodły się. Padł. Z rozmów jakie prowadzili ze sobą Indianie wywnioskowałem, że zakładali się czy ... wybuchnie. Myślałem, że coś źle zrozumiałem - ale faktycznie, przyszły cieplejsze dni i wieloryb zaczął ... rosnąć. Na szczęście nie wybuchnął :) Mieliśmy dość dziwną zabawę :) zakładaliśmy się kto bliżej podejdzie. 20 m - odrzucało - czegoś tak wstrętnego w życiu nie wąchałem

W mojej drugiej pacy, w której pracowałem - największej fabryce na Alasce pracowało 400 osób. Fabryka zbudowana była w miejscu gdzie kiedyś była amerykańska baza wojskowa. Potem był tam obóz jeniecki w którym 350 jeńców pochodzących z Africa Corps. pilnowało tylko 12 amerykanów. Nikomu nie przyszło do głowy by uciekać. Do najbliższej osady było ... dziesiątki mi.

Fiord, nad którym zbudowana jest fabryczka. Południowa Alaska, koło Juneau

Las na Alasce jest również wyjątkowy. Poszycie leśne ma często 1 m wysokości. Idąc tak po po pas w paprociach, brodząc w wodzie i resztkach roślin - przechodzisz 2 km i jesteś zajechany. Oczywiście jeśli wcześniej nie przytrafi Ci się inna niemiła przygoda. To miejsce było jeszcze wcześniej wioską indian. Na północy Alaski żyją Inuici. Na południu spora część indian jest prawosławna. Mieszkają w domach. Większość indian jak wspomniałem jest prawosławna - Alaskę zasiedlali przecież wcześniej Rosjanie. To oni zakładali miasta. A propos Alaskę kupował Polak - negocjator i pierwszy jej gubernator.

Na Alasce jest bardzo dużo śladów po Rosjanach - budownictwo, domki na wioskach - takie jak na Syberii, ozdoby okien, na górze dachu, cerkwie, nazwy miejsc, największe wyspy i góry są przecież nazwane nazwiskami rosyjskich oficerów lub generałów, którzy je odkrywali. Największe miasta również brzmiały rosyjsko, ale Amerykanie pozmieniali nazwy

Najstarszy budynek Alaski to cerkiew w Juneau. Liczy sobie niewiele ponad 100 lat.

Ta transakcja to chyba był najlepszy interes Ameryki a najgorszy Rosji. Skorzystał na tym najpewniej jednak - cały świat. Aż strach pomyśleć jak mógłby wyglądać świat (chodzi mi okres Zimnej Wojny) gdyby Rosjanie zostali na Alasce. Z pewnością byłoby to bardzo newralgiczne miejsce jeśli chodzi o bezpieczeństwo na całym świecie.

Anchorage, największe miasto Alaski

Alaska to system wielkich amerykańskich instalacji wojskowych.

Są też bardzo ciekawi ludzie. Niektórzy to prawdziwi ludzie po przejściach, każdy ze swoją tajemniczą historią. Ludzie się nimi raczej nie chwalą. Ja poznałem jedną z nich - historię syna bardzo bogatych teksańskich właścicieli, który bezwiednie wpakował się w kłopoty przewożąc coś bardzo niedobrego z Columbii…. Poszedł siedzieć, ale ... uciekł i został kucharzem na Alasce. Alaska to schronienie. Jeden z najbardziej liberalnych stanów. Co roku każdy jej obywatel dostaje bonus - coś około 1000-2000 dolarów. Dostaje tylko za to że tam żyje. Jest to jeden z niewielu stanów gdzie nie trzeba pozwolenia na broń.

Jeśli chodzi o statystyki kryminalne - jest tam bardzo bezpiecznie! Oczywiście zdarzają się różne historie. Przybywają tam uchodźcy polityczni, jest dużo ludzi pochodzenia europejskiego ale gross to Latynosi. Jednak są to w dużej mierze pracownicy tymczasowi, nie mieszkają na stałe na Alasce. Ci którzy na stałe zamieszkuje ten kraj to jednak w dużej mierze biali amerykanie. Ale jak wspomniałem - prawdopodobnie każdy z kim byś porozmawiał opowiedział by o sobie ciekawą historię.

Co do administracji i spraw urzędowych - powiem jedno - bardzo idą obywatelom na rękę.

Bardzo dużą uwagę na Alasce przykłada się do szkolnictwa. Są tam dwa uniwersytety - Uniwersytet Alaskański i Uniwersytet Stanowy. Na Alaskańskim mają przepiękny Campus, muzeum uniwersyteckie, cudowne,  zaprojektowane przez architekta, który jeśli się nie mylę zaprojektował Operę w Sydney!

Budynek Muzeum Uniwersyteckiego w Fairbanks

Uczy się tam niewielu studentów. Mieszkańcy Alaski są bardzo dumni ze swojego systemu szkolnictwa. Dzieci w terenach wysuniętych kształcą się wyłącznie w domach. Potem uczęszczają do większych miast do szkół średnich.

Kraj ten inwestuje kolosalne pieniądze w wiedzę związaną ze swoją historią, a właściwie ... prehistorią. Jest to w końcu jeden z najbogatszych stanów USA. Niesłychanie bogaty w surowce, a i rząd federalny dokłada bardzo dużo do niego pieniędzy - jest tam przecież bardzo dużo baz i instalacji wojskowych.

Co jeszcze ? Fairbanks - miasto słynne z zórz polarnych i największej liczby depresji i targnięć na swe życie. Nie ma co się dziwić, Noc polarna trwa pół roku ... W miasteczku jest wszystko, czego mieszkańcy zapragną. Państwo dokłada bardzo duże pieniądze, aby ludzie chcieli tam mieszkać i byli z pobytu zadowoleni. Ale - fakt jest faktem - pół roku ciemno, drugie pół roku dzień polarny - nie każdy może to wytrzymać :). W lecie jest tak naprawdę cały czas jasno. Słońce pada pod pięknym kątem na ziemię - zwłaszcza dla ... fotografa-świetna polaryzacja światła a co za tym idzie te kolory!.

Jeśli jest słońce i chmury, z racji tego że słońce przebija się przez chmury bardzo często można zaobserwować monumentalne wręcz, gigantyczne jasne plamy - zwane Łaską Bożą. A jakie tam są tęcze! Tam tęcza ma pełen zakres kolorów! Wow!. Alaska wizualnie jest cudowna.

Alaska Range, wschodnie pasmo

 


Cóż, pozostaje tylko chłonąć zjawisko

 

Fotografowałem wszystko - właściwie to nie udało mi się tylko sfotografować lodowców. Większość lodowców schodzi do morza - można je fotografować jedynie z wody wykupując jednak dość drogi komercyjny rejs. Co do lodowców lądowych jest ich mniej niż wskazywało by na to położenie Alaski. Dominują w najwyższych kulminacjach górskich.

Czy są widoczne zmiany klimatyczne? No cóż - widać je gołym okiem, dużo się o nich mówi. Lodowce bardzo szybko się topią. Jak twierdzą mieszkańcy zimy są teraz zupełnie inne. Najbardziej cierpi fauna. Nagle zrobiło się na Alasce tak, że zima wariuje - ryby mają problem dostać się na tarliska. W poprzednim sezonie zima była tak długa, że ryby zbiły się w jedną wielką masę i nie przypłynęły partiami lecz wszystkie na raz. Ludzie widzą te zmiany - ale w tym momencie nie mają na nie większego wpływu.

A propos - na Alasce - na południu - jest jedyny lodowiec na świecie który rośnie (i nikt nie wie dlaczego). Lodowiec znajduje się niedalego góry Św. Eliasza (tego z logo firmy Paramount). Tak więc - lodowiec rośnie. Niedawno - zamknął zatokę. Spowodowało to wiele problemów. Przyroda po prostu zaczyna tam wariować.

Środowisko, ekologia, no cóż - są obszary zupełnie dziewicze, a są też i takie, gdzie działalność człowieka robi olbrzymie spustoszenie. Gigantyczne pożary tajgi i tundry - tam jest bardzo sucho, świerki, krzewinki, wszystko suche, wystarczy iskra. A ja się już pali to są gigantyczne zniszczenia, widzieliśmy wielkie przestrzenie wypalone w całości. Dużo pożarów powodują niestety ... sami ludzie.

Jest też wielki problem z eksploatacją łososia. Wielu specjalistów sugeruje, że łosoś za ... 20 lat na skalę przemysłową będzie niedostępny. Na archiwalnych fotografiach widać jak eksploatowano środowisko w poprzednich dekadach i rodzi to przerażenie.

Góry - miejsca szczególne? Tak - Miasteczko Talketna - kultowe miejsce dla wspinaczy. Są tam dwie knajpy, "West Rip Pub" i "Fairiew In" - hotel z knajpą. Cudowne miejsce gdzie możesz spotkać najlepszych alpinistów i wspinaczy z całego świata. Miejsce gdzie przyjeżdżają zagrać najlepsi amerykańscy muzycy - za darmo - po to by właśnie być tam. Parę razy miałem okazję świetnie tam się bawić.

Świętuje się tam zdobycie góry, jest pełno pamiątek, czekanów, raków, lin, fotografii wpisów. Są oczywiście polskie akcenty , szczególnie z okresu chwały polskiego himalaizmu. Klimat niezwykły - tuż obok samoobsługowe pole namiotowe , którego nikt nie pilnuje. Metoda płacenia za pole - podobna do tej, jaką opisywałem przy stacji benzynowej. Na polu namiotowym stoi skrzyneczka do której wrzuca się czek, gdzie się pisze ile się było dni, ile osób, oblicza się koszt i wrzuca. Podkreślam - Alaskańczycy to bardzo uczciwe społeczeństwo.

Talketna, miejsce magiczne dla wspinaczy

Plany związane z górami - no cóż - w maju na Mount Blanc, a może się uda również w tym roku zdobyć właśnie McKinleya.

Obecnie? Poza ostatnią sesją zaliczoną przeze mnie - pisze pracę magisterską, Studiuje Nauki Polityczne na UJ. Zawsze jednak bardziej interesowałem się biologią i geografią, chciałbym pisać, od czasu do czasu udaje mi się coś opublikować. Jak chyba słyszysz - lubię opowiadać o Alasce. (O tak!- przyznaję, że Andrzeja po prostu - świetnie się słucha).

Czy wiążę przyszłość z pisaniem i wyprawami? Tak. Lubię pisać, wiążę z tym swoje nadzieje. Pisanie - raczej reportaż - to oprócz fotografii coś co lubię szczególnie. Lubię też czytać. Na pierwszym miejscu - mistrz Kapuściński. Kręci mnie bardzo fotografia. Nie jestem wprawdzie fotografem zawodowym. To co robię nie jest dochodowe, fotografuję głównie przyrodę i krajobraz, romantycznie wierząc w to, że to właśnie analogami można robić najpiękniejsze zdjęcia. Dla mnie najważniejsze jest, by w zdjęciu zawrzeć emocje. Nie jest problemem zrobić dobrą fotografię miejsca - ale sztuką jest znaleźć w tym miejscu emocje. Jestem bardzo szczęśliwy jeśli uda mi się przekazać oglądającemu klimat chwili.

Arktyczny piorun

 

Spokój

Zawsze chciałem "upolować" orła polującego na rybę. Zrobiłem to, ale ... w czasie kontroli bagażowej częściowo prześwietlili mi film :(  Ale sam fakt robienia tego zdjęcia był dla mnie wyjątkowy. Widzisz orła polującego na rybę. Jest 10 m obok ciebie - tuż tuż. Patrzycie sobie w oczy.

Czy działam w jakiejś organizacji? Tak, działam w Klubie Wysokogórskim w Bielsku. Marzę o wystawie fotografii z delikatnie sączącą się muzyką Indian, alaskańskich Inuitów (Inuita - oznacza : człowiek stąd). To jednak dość dużo kosztuje.

Kto to jest Inuita? Inuici to plemię indian mające swoje wierzenia i sztukę (zwłaszcza muzykę i przepiękne rękodzieła)  zamieszkujące północną i północno-zachodnią część Alaski. To bardzo tajemniczy i barwny lud!

Widziałem piękne zbiory etnograficzne na Alasce. Wystawy są tak rozległe i nowoczesna że szczęka opada. Zbiory obejmują okres sprzed 20000 lat aż po czasy współczesne, nawet sztukę nowoszesną. Zbiory malarstwa, pięknych romantyków amerykańskich. Widziałem piękne wystawy muzealne. Jedną z nich jest kluczowy punkt w Fairbanks - Muzeum Uniwersyteckie. Są tam najwspanialsze jakie widziałem w życiu zbiory - wystawa historii naturalnej. Alaska to przecież niesamowite bogactwo historii ziemi, historie klimatyczne - zbiory od dinozaurów po czasy obecne.

Piękne zbiory znajdują się również w Anchorage - jest tam Muzeum Stanowe - etnograficzne. Cudne zbiory. Piękna, niebanalna architektura. Siedzisz i patrzysz - są piękne

Jeszcze jakieś ciekawe wydarzenia? Tak :) King Salmon - miasteczko (nazwa znaczy - łosoś królewski). Idziesz do baru, Mieścinka składa się z wielkiego lotniska gdzie mogą lądować Boeingi. Mieszka tam 100 osób. Jest sklep, bar. Wchodzisz do baru - scena jak z filmu - wszyscy patrzą - faceci twarde sztuki, piją piwo, whisky - od razu wiesz - nie jesteś stąd. Czujesz ten dystans. U nich ta lokalność jest bardzo silna.

Kłopoty z policją? Zdarzają się różne historie. Na jednym z nielicznych kempingów, w Fairbanks postanowiliśmy się umyć, bo już od dłuższego czasu nie mieliśmy takiej okazji. Była z nami dziewczyna więc tym bardziej - wypadało :). Ona poszła pierwsza do łazienki. Była noc. Czekam, rozbiłem namiot, kolega się poszedł przejść, minęła 1h - koleżanki nie ma . Nagle na kemping wpada kilka samochodów policji pod bronią - uzbrojonych po zęby. Samochody rozświetlone jak choinki. Mieli tyle broni że budziło to nasz duży respekt. Zatrzymali się przed łazienką. Ciarki przeszły mnie na samą myśl co mogło się stać. Na szczęście wszystko to było tylko złym przeczuciem. A ona jak to dziewczyna - zapomniała się w łazience :) i nie wychodziła długo. Tymczasem niedaleko jakiś chłopak postrzelił dziewczynę i podobno ukrył się właśnie na tym naszym campingu i to jego szukała policja. Nie znaleźli go jednak. To był historia słynna na całą Alaskę. Gazety rozpisywały się o tym przez długi czas.

Takie rzeczy tam się zwykle nie zdarzają. Jakiś miesiąc wcześniej dwóch chłopców się tam utopiło. Byli indiańskieg pochodzenia. Szli stromym brzegiem rzeki, jeden wpadł do wody, drugi skoczył żeby go ratować. Nurt był wartki - woda zimna - chłopaki utonęli. Była to wielka tragedia. Cała Alaska płakała. Niesamowita więź łączy tam ludzi. To jedna wielka wspólnota. Może dlatego tak jest, że tam są tak trudne warunki życia, w ludziach wytwarza się wielki szacunek dla drugiej osoby.

Dużo baz - to i dużo żołnierzy? Dużo żołnierzy - tak. Darzą ich tam również wielkich szacunkiem. Prawdziwym szacunkiem. Wyobraź sobie - jak maszerują żołnierze – zdarza się ,że mieszkańcy bija im brawo. I nie jest to jakaś oczywiście oficjalna defilada. Jak zginie ktoś z alaskańskich żołnierzy - czuje się że jest częścią społeczności - cały stan żegna takiego żołnierza.

Co jeszcze? Czy jest tam "klimat dla biznesu"? Oczywiście - Alaska to miejsce, gdzie jest bardzo dużo ludzi dobrze wykształconych. Alaska to miejsce gdzie musisz być innowacyjny - musisz reagować bardzo szybko - polacy są najlepsi - mamy po prostu do tego smykałkę :)

Cóż, sami widzicie

 

Jukon

 

Koło podbiegunowe

Mówiłeś że było ciężko, że nie każdy wytrzymywał trudy pracy? Tak, powtarzam. Nie jest to miejsce dla leniuchów i maminsynków. Trzeba się zaprzeć, bardzo wielu wraca, zupełnie inaczej wyobrażając sobię ta pracę. Trzeba mieć cel, coś więcej jak tylko chęć zdobycia pieniędzy. Ci którzy pojechali tylko po pieniądze - nie wytrzymują. Tam jest tak ciężko jak w wojsku. Odlicza się dni do końca. Ja wytrzymałem. Nie pojechałem tam przecież po to, aby tylko zarobić. Pieniądze byłytylko i wyłącznie środkiem do innego celu - w każdym momencie wiedziałem, że już wkrótce, za kilkadziesiąt, kilkanaście, kilka dni - będę sam na sam z Alaską - cudowną Alaską, jej przyrodą, fauna i florą, pięknymi krajobrazami - to pozwoliło mi trwać.

Cel i marzenie

Tak więc - wkrótce wrócisz tam znowu? Tak - Alaska! Planuję że czerwiec, lipiec to znowu będzie ciężka praca ale za to sierpień - czeka na mnie i na mojego przyjaciela - Wielki, Piękny, Biały Słoń - McKinley. Właśnie wtedy jest najstabilniejsza pogoda. Gdyby było cudownie i Góra pozwoliła by sie zdobyć - jest to możliwe w 2,3 tygodnie. Jeśli nie - może dokonamy tego w miesiąc. A może wcale go nie zdobędziemy? To oczywiście wszystko plany i marzenia.

Ale czym byłoby bez nich nasze życie?

A na koniec zagadka - Co jest w centrum kadru :) ?

 

Z Andrzejem Pietyrą rozmawiał Jarosław Skupień

Niniejszy materiał chroniony jest prawem autorskim. Jakiekolwiek jego wykorzystywanie możliwe jest wyłącznie za zgodą autora.
 
[Powrót do działu Turystyka | Powrót do spisu działów ]

PostNuke Powered Site, GNU/GPL Licence, Administracja : wins@andrychow.pl , Telefon 502 740628
Wszystkie loga, znaki handlowe, treść, fotografie oraz skrypty i moduły na tej stronie należą do ich właścicieli.
Regulamin świadczenia usług :: Polityka prywatności :: Redakcja Za treść ogłoszeń i reklam nie odpowiadamy
Polityka strony dotycząca cookies
Korzystając z niniejszej strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki i polityką strony dotyczącą cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookies w Twojej przeglądarce.