Czwartek , 23 Listopada 2017 - 21:29 
Szukaj  
Reklama
Katalog Firm
 · Losowa Firma :
Wins Systemy Komputerowe · Zobacz więcej informacji o tej firmie w Katalogu Firm
Katalog Firm
Ostatnio do Katalogu Firm dołączyły Firmy :

Pompy do wody SPM Jedność·Zobacz opis tej Firmy
Widpol S.C. Toczenie CNC, frezowanie CNC, wiercenie, gwintowanie·Zobacz opis tej Firmy
Dom Weselny Zielona Skarpa - Powiat Wadowicki, Andrychów, Sułkowice·Zobacz opis tej Firmy
FOLMAR - Marek Chrapkiewicz - Producent Opakowań Foliowych·Zobacz opis tej Firmy
DRUKPOL - Centrum Obsługi Biurowej·Zobacz opis tej Firmy
Zobaczcie

Stowarzyszenie
Uniwersytet
Trzeciego Wieku
w Andrychowie

Krótkofalarski
Klub Łączności
Delta SP9KUP

Licznik
Dzisiaj:952
Miesiąc:22159
Ten rok:336023
Ogólnie:5107564

Od dnia 01.05.2002
Latająca forteca z Wilamowic. Dzieje niezakończonej misji ...
Zbigniew Kubień
(Data publikacji 05-Lip-2010, Odsłon: 65562) Strona gotowa do druku

LATAJĄCA FORTECA Z WILAMOWIC. DZIEJE NIEZAKOŃCZONEJ MISJI ...

Niniejszy artykuł dedykuję wszystkim tym, którzy dla przyszłych pokoleń zachowują pamięć o czasach, które przeminęły

Andrychów, dnia 18 lutego 2010 r.

Niedziela – 17 grudnia 1944 roku – była piękna, słoneczna. Lekki mróz utrzymywał niewielką pokrywę śnieżną. Nikt jeszcze nie przypuszczał, że nad Wilamowicami, Jawiszowicami i okolicznymi miejscowościami rozegra się lotniczy dramat. Wiele takich wydarzyło się ostatniej wojny pod niebem okupacyjnej Europy.

- „ A to było w niedzielę, 17 grudnia 1944 roku – opowiada Helena Mosler, świadek wydarzeń – Idę z kościoła, a była piękna, mroźna i słoneczna pogoda. Przymrozek był, śniegu trochę. Spotkana po drodze sąsiadka stwierdziła: - Dzisiaj znowu polecą, bo jest pogoda. – O godzinie 12.30 w południe lecą bombowce. Świecą się w słońcu, jak światełka nad Oświęcimiem, a flak wali, wali, wali. Nagle ze zgrupowania bombowców odłącza się jedna maszyna i pozostaje w tyle. Leci dużo wolniej i coraz niżej. Wyraźnie ma problemy z lotem. Reszta samolotów szybko odlatuje. Patrzymy się, a tu za chwilę wyskakują lotnicy z tego uszkodzonego samolotu”.

Co wydarzyło się grudniowego dnia nad Wilamowicami? Wróćmy do genezy zdarzeń.

 


Biała Gwiazda
Sił Powietrznych USA AF


Godło 15. Armii Powietrznej
USA AF

 

 

Struktura organizacyjna
301. Grupy Bombowej

  • 32 Dywizjon Bombowy
  • 352 Dywizjon Bombowy
  • 353 Dywizjon Bombowy
  • 419 Dywizjon Bombowy (w skład którego wchodziła Forteca spod Wilamowic)

 

 

 

 


Oznaczenia 301 Grupy Bombowej  (malowane kolorem czarnym na statecznikach Fortec) w skład której wchodziła maszyna spod Wilamowic

Wojenny walec rozpoczął żniwa śmierci i zniszczeń od alianckiego nalotu na Blachownię Śląską. Było to 30 czerwca 1944 roku. Od tego czasu wielokrotnie bombardowane są przez 8. i 15. Armię Powietrzną USAAF kompleksy śląskich zakładów chemicznych – życiodajnych dla niemieckiej machiny wojennej – w Blachowni Śląskiej, Kędzierzynie, Oświęcimiu, Trzebini, Czechowicach, Zdzieszowicach, Gliwicach i kilku innych strategicznych punktach. Cele śląskie znajdowały się na krawędzi zasięgu alianckich maszyn. Uważano je za jedne z najtrudniejszych. Równocześnie bardzo krzepnie niemiecka obrona przeciwlotnicza. „Kły i pazury” niemieckich przeciwlotników są coraz dłuższe, ostrzejsze i sprawniejsze. Nie pomagają specjalne paski staniolu typu „Window”. Zakłócają pracę niemieckich radarów kierujących ogniem artylerii przeciwlotniczej. Załogi alianckich bombowców zrzucały co minutę po 2000 pasków, które powiązane były w luźne pakiety o wadze 0,65 kg. Każda taka chmura staniolu potrafiła przez około 15 minut oszukiwać radar wywołując na jego ekranie złudzenie wrogiego samolotu.

Poniżej - prawdziwy historyczny rarytas - dwa zdjęcia słynnych niemieckich dział przeciwlotniczych. Czy to właśnie one celnie ostrzelały Latające Fortece z Wilamowic i Osieka?

Groźne żądła niemieckiej obrony przeciwlotniczej : działa przeciwlotnicze kalibru 88 mm - postrach alianckich bombowców.

Zdjęcia udostępnił autorowi artykułu celem publikacji - Tomasz Ptak - znany andrychowski kolekcjoner, któremu serdecznie dziękuję!


Foto - autor nieznany. Fotografia pochodzi z kolekcji Tomasza Ptaka


Foto - autor nieznany. Fotografia pochodzi z kolekcji Tomasza Ptaka

Najsłynniejszym bombowcem alianckim biorącym udział w śląskiej „Bitwie o chemię” była amerykańska Latająca Forteca, a w szczególności jej ostatnia - najlepsza i najlepiej uzbrojona odmiana  B-17G. Ta piękna maszyna z podwójnym podbródkiem w postaci zdalnie sterowanej wieżyczki strzeleckiej typu Bendix pod dziobem Fortecy ze sprzężonymi karabinami maszynowymi M-2 kalibru 12,7mm.

Wieżyczka była obsługiwana przez bombardiera i miała za zadanie powstrzymywać czołowe ataki niemieckich myśliwców na formacje Latających Fortec.

Samolot B-17 był bardzo nowoczesnym bombowcem II wojny światowej i posiadał ogromne rozmiary.

Wystarczy podać kilka parametrów technicznych Fortecy B-17G :

Rozpiętość skrzydeł

31,12 m

Długość

22,8 m

Masa własna

16 369 kg

Masa całkowita

17 305 kg

Prędkość maksymalna

468 km/h na wysokości 7625 m

Pułap praktyczny

10 675 m

Zasięg maksymalny

6 034 km przy prędkości 257 km/h

Silniki

4 silniki gwiazdowe typu PRATT WHITNEY R-1820-97 o mocy 736 kW(1000KM)

  

 

Uzbrojenie

13 karabinów maszynowych kalibru 12,7 mm

Maksymalny udźwig bomb

5 798 kg

Średni udźwig bomb

2 718 kg.

W skład załogi wchodziło dziesięciu lotników. Pilot był dowódcą statku powietrznego. Służba była niezwykle trudna i wyczerpująca ze względu na wysoki pułap, na jakim operowały Fortece. Kadłuby nie były hermetyzowane, a na wysokości równej szczytowi Mount Everest panowały huraganowe wiatry, mróz sięgał rzędu -40ºC. Nierzadko załogi odnosiły poważne odmrożenia podczas lotu bojowego. Katorżnicze wręcz warunki do lotu i walki mieli – strzelec w podkadłubowej wieżyczce kulowej typu Sperry oraz tylny strzelec w wieży ogonowej bombowca, który prowadził ogień klęcząc! Oboje nie mieli możliwości założenia spadochronów na swoich ciasnych stanowiskach.

Łącznie wyprodukowano 12 731 Latających Fortec wszystkich wersji i odmian. Jednak niemal 4 700 bombowców nigdy nie powróciło do swoich baz z niezwykle niebezpiecznych misji nad Europą.

Wczesnym rankiem 17 grudnia 1944 roku z włoskich baz lotniczych należących do 15. Armii Powietrznej USAAF wystartowała armada alianckich bombowców do kolejnej trudnej misji. W skład bombowców przeznaczonych do nalotu na rafinerię w Blachowni Śląskiej wchodziła m.in. Forteca posiadająca numer 42-32104 z 301. Grupy Bombowej. Samolot nosił ciekawą nazwę własną. Maszyna nazywała się „Święty Franciszek” i z pewnością wyróżniała się spośród innych – dość frywolnych – imion. Nasza Forteca wykonała trudne zadanie, ale – już prawdopodobnie nad celem – uszkodził ją silny ogień niemieckiej artylerii przeciwlotniczej. Prawdopodobnie dobiły ją kąśliwe myśliwce wroga. Ciężko postrzelana Forteca – ciągnąc smolisty warkocz dymu – skierowała się na południowy wschód. Próbowała przedrzeć się za linię frontu, gdzie operowały wojska radzieckie. Niestety, płonący bombowiec nie miał szans na kontynuowanie lotu.

Tak wspomina ostatni lot „Świętego Franciszka” były mieszkaniec Kęt – świadek zdarzenia – Josef Blak z Niemiec („Skrzydlata Polska”, nr 7/2000):

  - „Stałem na płocie naszego ogrodu w Kętach, widziałem, jak odpadł jeden odstrzelony ster wysokości. Samolot się przechylił, zdawało się, że runie na ziemię, ale pilot poderwał maszynę. Silniki zawyły, jak dobijany zwierz. Pilot zatoczył łuk, wyrównał, załoga – może 5-6 ich było – wyskoczyła na spadochronach. Potem już samolot runął ku ziemi”.

To samo lotnicze wydarzenie oglądał wówczas z okolic Komorowic Krakowskich (obecnie w granicach Bielska-Białej) Czesław Miodoński („Skrzydlata Polska”, nr 8/2000), który je tak opisuje :

  - „Widziałem, jak samolot stanął prawie krzyżem, wznosząc się na pełnej mocy silników prawie pionowo do góry, a z jego pokładu odrywały się ciemniejsze punkty, które później przybierały kształty otwierających się spadochronów. Lądowały one w rejonie miejscowości Wilamowice koło Oświęcimia”.
 
Przynajmniej dwóch lotników amerykańskich wyskoczyło ze spadochronami nad Jawiszowicami koło Oświęcimia, w rejonie cmentarza parafialnego (widział to zdarzenie kolejny świadek - m.in. Jan Żak z Jawiszowic, który w tym czasie jako dziecko ślizgał się na pobliskiej sadzawce, kilkaset metrów od miejsca zdarzenia).

Niemieckie wojsko i żandarmeria były bardzo sprawne w wyłapywaniu skoczków. Już w trakcie ewakuacji lotników z płonącej maszyny rozwścieczeni bombardowaniami Niemcy rozpoczęli obławę i polowanie na śmiertelnych wrogów III Rzeszy. Lotnicy wylądowali po obu stronach cmentarza w Jawiszowicach.

Jednym z nich był Lt. David M. Jones, drugi pilot z Fortecy o imieniu „Święty Franciszek”. Szybko spłynęła czasza jasnego spadochronu. Jednym ruchem lotnik „zgasił ją” i uwolnił się od zbawczego materiału. Zachrzęścił śnieg pod butami pilota. Żołnierz przebiegł pobliską drogę i wpadł na cmentarz. Ukrył się za budynkiem cmentarnej kostnicy stojącej w środkowej jego części.

Zaciskał się krąg obławy. Zbliżała się niemiecka żandarmeria, policja z ujadającymi psami. Gęstniała atmosfera grozy. Zawsze znajdą się odważni i dzielni ludzie, którzy nawet w ekstremalnych warunkach nie tracą zimnej krwi. Szybko na miejscu zdarzenia znalazła się Stefania Nowotny. Znała język angielski i mogła porozumieć się z lotnikiem. To dzięki jej szybkiej reakcji oraz opanowaniu udało się skierować pościg w inną stronę. Przechowano pilota do wieczora (był 17 grudzień 1944 roku – szybko zapadł zbawienny zmrok) w pobliskim stawie rybnym, w którym akurat nie było wody. Wieczorem, bądź nocą skoczek znalazł bezpieczne miejsce w rodzinnym domu państwa Kudrysów w Międzybrodziu Bialskim koło Żywca.

Trudny przerzut lotnika zorganizowali prawdopodobnie partyzanci z AK mający silną placówkę w Jawiszowicach.

Tragiczny los czekał drugiego lotnika. Był nim sierżant Alvin J. Elbin lub Ellin – jak podają różne źródła. Był tylnym strzelcem Fortecy. Miał odpowiedzialne zadanie. Jego czujność mogła uratować samolot od niespodziewanego ataku nieprzyjacielskiego myśliwca. Lotnik lądował kilkaset metrów dalej od pierwszego skoczka, po przeciwnej stronie cmentarza. Jeszcze będąc w powietrzu otrzymał śmiertelną kulę w plecy. Cicho spłynął na zmarzniętą i niegościnną ziemię – spadochron ze śmiertelnie rannym lotnikiem.

Jak mówi Jan Żak – świadek tragicznych wydarzeń – widział potem martwego lotnika leżącego na grobli pomiędzy dwoma stawami.

  • „ Leżał na boku, nad głową bezkształtna czasza spadochronu, do którego był jeszcze przypięty”.

Amerykańskiego lotnika zastrzelił żandarm czeskiego pochodzenia – o nazwisku Cwitaj, biorący udział w obławie na zestrzeloną załogę.

Zwłoki zabitego lotnika zabrano na niemiecki posterunek policji w Jawiszowicach. Podobno jeszcze dwa dni był pokazywany ludności jako przykład tego, co czeka każdego wroga, który naruszy przestrzeń powietrzną III Rzeszy.

Niektórzy świadkowie twierdzą, że zdarto z martwego żołnierza mundur, aby w ten haniebny sposób zademonstrować niemieckie panowanie. Amerykanina bez rozgłosu pochowano nieopodal muru cmentarnej kostnicy. Miejscowa ludność – nastawiona bardzo patriotycznie – nie zapomniała o daninie życia młodego lotnika. Na anonimowej – oficjalnie – mogile paliły się ognie pamięci. Grób udekorowano sztandarami w amerykańskich i polskich barwach narodowych. Wściekli Niemcy likwidowali te patriotyczne dowody upamiętniające alianckiego lotnika. W miejsce usuwanych symboli czyjeś ręce kładły nowe.

Tak wspomina lotnicze wydarzenie ksiądz Stanisław Dadak w swojej publikacji „300 lat Kościoła św. Marcina w Jawiszowicach” – Kraków 1990 :

  • „ W sierpniu wszyscy przeżyli naloty amerykańskie. Uciekano do schronów. 17 grudnia 1944 roku Niemcy zestrzelili jeden z takich samolotów i zabili lotnika, który został pochowany na cmentarzu w Jawiszowicach. Jesienią 1947 roku dokonano ekshumacji zwłok, które zabrali Amerykanie, ale pomnik pozostał do dziś”.

Niestety nie wiadomo, co stało się z pozostałymi – ośmioma – lotnikami z załogi pechowej Fortecy numer 42-32104. Podobno jednego z nich ujął na polach w Jawiszowicach jakiś Volksdeutsch i doprowadził pod bronią na posterunek policji w Jawiszowicach. Pewnym jest, że cała ósemka dostała się do niemieckiej niewoli. Są to: Lt. Michael Kearns (pilot), F/O Robert Fitzsimmons (nawigator), Sgt. Leo Dyga (togglier), Sgt. Joe Chapman (radiooperator), Sgt. Eugene Tinley (mechanik pokładowy), Sgt. Ivan Hughes (dolny strzelec), Sgt. Chester Janiak lub Janlak (boczny strzelec) oraz Sgt. Charles Mohollen (boczny strzelec).

Czy jeńcy przeżyli niewolę i jakie były ich późniejsze losy? Wszystko to wymaga dalszych badań.

Powróćmy do maszyny z Wilamowic – ciężkiego dziennego samolotu bombowego typu Boening B-17G Flying Fortress nr 42-32104 z 419. Dywizjonu – 301. Grupy Bombowej – 5. Skrzydła Bombowego – 15. Armii Powietrznej USAAF o nazwie własnej „St. Francis” (św. Franciszek).

Niesterowny, opuszczony przez załogę bombowiec aliancki – płonąc i rycząc ogromnymi motorami – uderzył z wielkim impetem w orne pole, kilkaset metrow od kościoła parafialnego w Wilamowicach, w pobliżu zabudowań Heleny Mosler i rodziny Balcarków.

Wkrótce miejsce katastrofy otoczyli Niemcy. Samolot płonął kilka dni, słychać było eksplozje amunicji do karabinów maszynowych. Po wypaleniu się wraku przez około dwa tygodnie wywożono fragmenty samolotu na stację kolejową w Jawiszowicach. Pracę wykonywali zmuszeni do tego polscy robotnicy wraz z podwodami. Największy problem był z czterema potężnymi silnikami Fortecy, które głęboko zaryły się w ziemię. Przez cały ten okres prac rozbiórkowych wrakowiska ze szczątkami Fortecy pilnował niemiecki policjant Wilhelm Krawczyk z pochodzenia Ślązak. Był zapalonym fotografem. Wykonał serię zdjęć miejsca lotniczej katastrofy. Minęło prawie 60 lat od wydarzeń rozgrywających się na niebie Wilamowic i Jawiszowic. Odchodzą ostatni świadkowie heroicznych zmagań alianckich nad okupowanym polskim niebem. Jedyną materialną pamiątką po poległym lotniku ze „Świętego Franciszka” jest pusty grobowiec, który kiedyś zdobiło oryginalne śmigło z zestrzelonej maszyny (niestety cenna historyczna pamiątka zniknęła bezpowrotnie z jawiszowickiego cmentarza!).

Warto zacytować słowa z płyty nagrobnej pochowanego uroczyście po raz drugi (tuż po wojnie) w godnym miejscu amerykańskiego lotnika:

„Tu spoczywał Ś.P. Lotnik Amerykański nieznanego nazwiska walczący za wolność naszej Ojczyzny, który zginął bohaterską śmiercią z rąk zbrodniczego żandarma niemieckiego Cwitaja dnia 17.12.1944. Cześć Jego Pamięci”.

Na drugiej – mniejszej – tablicy widnieje napis:

„Pomnik został ufundowany staraniem miejscowego Komitetu Organizacji P.P.S w Jawiszowicach”.

Ironią losu jest z pewnością fakt upamiętnienia trwałą inskrypcją w kamieniu nazwiska mordercy bohaterskiego lotnika amerykańskiego, który nadal pozostaje na jawiszowickim cmentarzu żołnierzem anonimowym.

Sprawa jest dość zagadkowa, gdyż wystarczy zajrzeć do księgi zgonów z okresu minionej wojny, jaka znajduje się na plebani tuż obok pięknego, zabytkowego, drewnianego kościoła pod wezwaniem Świętego Marcina w Jawiszowicach. Możemy tam natrafić na krótką – ale bezcenną dla sprawy – notatkę

   A.J. Elbin – lotnik angloamerykański nr 15,364.395
   17.12.1944 – zastrzelony
   19.12.1944 – pochowany
   21.10.1945 – pochowany drugi raz
   18.10.1947 – ekshumacja.

A więc znana jest tożsamość zamordowanego lotnika. Przeto dobrze by się stało, aby w 60. rocznicę tragicznych wojennych wydarzeń uroczyście przywrócić tożsamość anonimowego (na razie) lotnika alianckiego na cmentarnym pomniku na jego symbolicznej mogile. Mogiłę lotnika należałoby odnowić i wzbogacić o wystrój typowy dla lotniczych grobów, a także uwiecznić pamiątkową tablicą wydarzenie, w jakim stracił On swoje młode życie.

Wszak to Oni, lecąc z ziemi włoskiej do polskiej – ofiarą własnego życia i odniesionych ran – wypełnili treść żołnierskiej przysięgi. To m.in. dzięki Nim – lotnikom alianckim – Europa wolna jest od konfliktów zbrojnych. Warto o tym pamiętać, gdy tlą się lonty wojny w wielu regionach świata.

Załoga Latającej Fortecy nr 42-32104 St. Francis  w dniu 17 grudnia 1944 roku :

Funkcja

Stopień

Imie i Nazwisko

Co się z nim stało?

Pilot 

Lt.

Michael J. Kearns

dostał się do niewoli

Drugi Pilot 

2 Lt.

David M. Jones

uniknął niewoli

Nawigator 

F/O

Robert O. Fitzsimmons

dostał się do niewoli

Bombardier 

Sgt.

Leo J. Dyga

dostał się do niewoli

Radiooperator 

Sgt.

Joe D. Chapman

dostał się do niewoli

Mechanik pokładowy 

Sgt.

Eugene A. Tinley

dostał się do niewoli

Dolny strzelec 

Sgt.

Ivan J. Hughes

dostał się do niewoli

Boczny strzelec 

Sgt.

Chester J. Janiak lub Janlak

dostał się do niewoli

Boczny strzelec 

Sgt.

Charles R. Mohollen

dostał się do niewoli

Tylny strzelec 

Sgt.

Alvin J. Ellin
lub Ellen lub Elbin

zginął

 


Foto: Krzysztof Kowalski
Zdjęcie nr 1. Wilamowice, listopad 2002r. Miejsce upadku Latającej Fortecy. Widok na wschód.

 


Foto: Krzysztof Kowalski
Zdjęcie nr 2.  Wilamowice, listopad 2002r. Miejsce upadku Latającej Fortecy. Widok na zachód.

 


Foto: Krzysztof Kowalski
Zdjęcie nr 3. Jawiszowice, grudzień 2002r. Jan Żak (po lewej) wskazuje miejsce lądowania śmiertelnie rannego lotnika. Po prawej autor artykułu.

 


Foto: Krzysztof Kowalski
Zdjęcie nr 4. Jawiszowice, grudzień 2002 r. Cmentarz parafialny w Jawiszowicach.
Przy symbolicznej mogile amerykańskiego lotnika stoją od lewej: Jan Żak, obok - autor artykułu.

 


Foto: Krzysztof Kowalski
Zdjęcie nr 5. Jawiszowice, grudzień 2002r. Cmentarz parafialny w Jawiszowicach.
Zbliżenie przedstawia treść inskrypcji na pamiątkowych tablicach,
które znajdują się na symbolicznej mogile lotnika
amerykańskiego.

 


Foto: Wilhelm Krawczyk, policjant niemiecki. Zdjęcie pochodzi ze zbiorów Heleny Mosler.
Zdjęcie nr 6. Grudzień 1944 r. Trudna operacja wydobywania z ziemi potężnych silników
z Latającej Fortecy, która spadła w  Wilamowicach 17 grudnia 1944r. 

 


Zdjęcie pochodzi ze zbiorów Jana Żaka.
Zdjęcie nr 7.Październik 1947r. Cmentarz parafialny w Jawiszowicach. Ekshumacja zwłok lotnika amerykańskiego.
W centralnej części zdjęcia widoczni są trzej członkowie amerykańskiej misji wojskowej w Polsce, uczestniczący w ekshumacji.

 


Foto: Katarzyna Kowalska
Zdjęcie nr 8.  Zabytkowy kościół w Jawiszowicach p.w. św. Marcina, niemy świadek tragedii amerykańskich lotników

 


"Latająca Forteca" z Wilamowic. Sylwetkę namalował Wiesław Bączkowski.

 

Poniżej - ciekawostka! To zdjęcie naczynia, które zostało wykonane z fragmentów poszycia Latającej Fortecy, która spadła podczas wojny - zestrzelona w Wilamowicach. Naczynie pierwotnie wykorzystywano jako wodopój dla krów, aktualnie nadal służy w gospodarstwie - jako pojemnik na zboże. Autorem fotografii niezwykłego "wojennego" przedmiotu jest Marcin Dziubek - znany historyk z Bielan k. Oświęcimia, któremu bardzo dziękujemy za niezwykłą fotografię i bardzo ciekawe uzupełnienie dalszej historii Latającej Fortecy.


Foto : Marcin Dziubek

 


Aktualizacja : 15 grudnia 2010 r.


DOKUMENTY AMERYKAŃSKIE dotyczące Latającej Fortecy z Wilamowic. Tłumaczenie - Jerzy Boć


DOKUMENTY AMERYKAŃSKIE dotyczące Latającej Fortecy z Wilamowic. Tłumaczenie - Jerzy Boć


DOKUMENTY AMERYKAŃSKIE dotyczące Latającej Fortecy z Wilamowic. Tłumaczenie - Jerzy Boć


DOKUMENTY AMERYKAŃSKIE dotyczące Latającej Fortecy z Wilamowic. Tłumaczenie - Jerzy Boć


DOKUMENTY AMERYKAŃSKIE dotyczące Latającej Fortecy z Wilamowic. Tłumaczenie - Jerzy Boć


DOKUMENTY NIEMIECKIE dotyczące Latającej Fortecy z Wilamowic. Tłumaczenie - Jerzy Boć


DOKUMENTY NIEMIECKIE dotyczące Latającej Fortecy z Wilamowic. Tłumaczenie - Jerzy Boć


DOKUMENTY NIEMIECKIE dotyczące Latającej Fortecy z Wilamowic. Tłumaczenie - Jerzy Boć


DOKUMENTY NIEMIECKIE dotyczące Latającej Fortecy z Wilamowic. Tłumaczenie - Jerzy Boć


DOKUMENTY AMERYKAŃSKIE dotyczące Latającej Fortecy z Wilamowic

 


Materiały dotyczące Latającej Fortecy z Wilamowic. Tłumaczenie - Michał Mucha


Materiały dotyczące Latającej Fortecy z Wilamowic. Tłumaczenie - Michał Mucha

Serdecznie dziękuję za pomoc w tłumaczeniu i pozyskaniu powyższych materiałów !

Drugi pilot Fortecy uciekł Niemcom i został ukryty przez partyzantów w góralskiej chacie na stokach Hrobaczej Łąki w Beskidzie Małym! Kapelanem partyzantów był ksiądz Sanak z Andrychowa i - być może? - widział się z amerykańskim pilotem!

Niewiele brakowało, a dostałby się w ręce Niemców, którzy zrobili obławę na zbiega. Widocznie dzielny pilot nie miał jeszcze dość wojny, bo brał czynny udział w wojnach - w Korei i Wietnamie!

Za dwa dni - 66 rocznica. 17 grudnia 1944 roku została zestrzelona Latająca Forteca w Wilamowicach. Kolejna rocznica tragicznych lotniczych wydarzeń! Musiało zginąć miliony żołnierzy i niewinnych cywili,aby w Europie zapanował na dłużej pokój.

Do dziś nie wyjaśniono losów tysięcy załóg bombowców i myśliwców - walczących po obydwu stronach frontu. Nam udało się pomniejszyć tą liczbę o próbę wyjaśnienia dalszych losów Fortecy z Wilamowic i Osieka. Gdy zasiądziemy do Wigilijnego stołu pomyślmy o TYCH, których wojenna zawiera na zawsze odsunęła od Wigilijnego stołu.

Na cmentarzu w Jawiszowicach istnieje pusty grób amerykańskiego lotnika (po wojnie Go ekshumowano). Może ktoś zapali OGIEŃ PAMIĘCI na pustej mogile bohaterskiego lotnika, który poległ mając zaledwie 19 lat! Nie można tego zapomnieć. Teraz - właśnie dzięki ich ofierze nie musimy z trwogą patrzeć w niebo.

Przypomnijmy jeszcze, że boczny strzelec "Św.Franciszka" - Sgt. Chester Janiak, był z pochodzenia Polakiem! Amerykanie gdy tylko było to możliwe stosowali zasadę, aby przynajmniej jeden z członków załogi ( na wypadek ew. zestrzelenia) znał język używany w obszarze działań Latających Fortec! Sierżant Chester Janiak wykazał się niezwykłą odwagą podczas lądowania w pobliskich Brzeszczach! Nie pozwolił się aresztować przez agenta gestapo i miejscowego volksdeutscha. Oddał się do niewoli dopiero po przybyciu żołnierzy z obrony przeciwlotniczej z Przecieszyna! To był ogromny akt odwagi, gdyż mógł zostać zastrzelony podczas "próby ucieczki". Jak wiadomo żandarmi zastrzelili tylnego strzelca tej Fortecy. Był to sierżant ALVIN JERRY ELLIN.

Powyższy materiał nigdy pewnie by się nie ukazał w Polsce, gdyby nie przemiany ustrojowe w naszej Ojczyżnie! Na demokrację możemy (i-często to robimy!) narzekać, psioczyć i utyskiwać, ale największą jej zaletą jest to ... że ona właśnie jest i ... basta!

Historia toczy się dalej - dobrze, że dzięki ludziom takim jak Marcin Dziubek oraz innym - pragnącym zachować dla przyszłych pokoleń prawdę o lokalnej historii - mamy szansę dowiedzieć się więcej o tym co działo się w naszych małych ojczyznach.

Jesienią 2010 roku dzięki staraniom Marcina Dziubka-znanego historyka, mieszkańca Bielan (nieopodal Wilamowic) uruchomiono stałą ekspozycję dot. Latającej Fortecy „Św.Franciszek” Inspiracją dla organizatora wystawy był właśnie niniejszy artykuł.

Końcem lutego 2011 roku pojechałem (na zaproszenie Marcina Dziubka) by obejrzeć tą niecodzienną, niezwykle ciekawą ekspozycję


Na fotografii - od lewej: Marcin Dziubek oraz Zbigniew Kubień


Foto : Zbigniew Kubień


Foto : Zbigniew Kubień


Foto : Zbigniew Kubień


Foto : Zbigniew Kubień


Foto : Zbigniew Kubień


Foto : Zbigniew Kubień


Foto : Zbigniew Kubień


Foto : Zbigniew Kubień


Foto : Zbigniew Kubień

Serdecznie dziękuję Panu Marcinowi Dziubkowi za zaproszenie !

 


FOTO - Zbigniew Kubień
Maj 2005-Zakłady Chemiczne Oświęcim-Dwory. Cel wielokrotnych i okupionych znacznymi stratami nalotów lotnictwa amerykańskiego w 1944 roku

 


FOTO - Zbigniew Kubień
Przeciszów k. Oświęcimia-pażdziernik 2005. Tajemnicza budowla mająca bezpośredni związek z niemieckimi bateriami przeciwlotniczymi,które stacjonowały w tym miejscu w 1944 roku

 


FOTO - Zbigniew Kubień
Przeciszów-pażdziernik 2005. Autor artykułu w rozmowie z mieszkańcem Przeciszowa. Wg relacji świadka-w tym miejscu nie tylko stacjonowały grożne niemieckie baterie przeciwlotnicze,ale-Niemcy zbudowali tu makietę zakładów chemicznych Oświęcim-Dwory! Wiele załóg bombowców amerykańskich dało zwieść się temu fortelowi! Byli wówczas również łatwym celem dla-dobrze wyszkolonych-niemieckich artylerzystów

 


FOTO - Zbigniew Kubień
Pażdziernik 2005 - Włosienica k.Oświęcimia. Lekki schron przeciwodłamkowy przetrwał do dnia dzisiejszego - to było popularne "jajko"

 


FOTO - Zbigniew Kubień
Pażdziernik 2005 - Włosienica k. Oświęcimia. Autor obok schronu przeciwodłamkowego. W czasie wojny Niemcy masowo budowali takie schrony z wytwarzanych prefabrykatów.

 


foto : Krzysztof Wójtowicz
Marzec 2011 roku. Włosienica k.Oświęcimia. Kolejny schron przeciwodłamkowy, jaki znajduje się w tej miejscowości - to popularne "jajko". W tle schronu autor artykułu.

 

A oto najnowsze dokumenty ( - zamieszczono 2 marca 2011 r.) dotyczące członka załogi Latającej Fortecy z Wilamowic, którego zastrzelili Niemcy, a który pochowany był na cmentarzu w Jawiszowicach (po wojnie ekshumowany i przewieziony do USA)


Przedwojenne zdjęcie Alvin J. Ellina oraz oficjalne telegramy i listy, które otrzymał jego ojciec Jake Ellin.

Jak poinformował Michał Mucha (kolejny raz serdecznie dziękujemy za pomoc!) : Jake urodził się w Polsce w roku 1895. W roku 1913 wyemigrował do USA. Ponoć w jego rodzinnej miejscowości okres niemieckiej okupacji przetrwało tylko dwoje Żydów - w tym jego brat. Jake Ellin zmarł w maju 1945 do końca wierząc, że jego syn wróci z wojny.


Poniżej - skany korespondencji, którą otrzymał ojciec amerykańskiego lotnika. Pod każdym ze skanów znajduje się fachowy ich komentarz odzwierciedlający istotę treści zawartej w korespondencji.



Karen Kaye via John Bybee
Depesza z biura Sekretarza wojny z drugiego stycznia, która informuje ojca o zaginięciu sierżanta Ellina.=

 


Karen Kaye via John Bybee
Depesza z pierwszego lutego, która informuje ojca, że Czerwony Krzyż potwierdził śmierć sierżanta Ellina.=



Karen Kaye via John Bybee
List z piątego marca wysłany przez adniminstrację Prezydenta, który informuje o nadaniu pośmiertnie sierżantowi Ellinowi odznaczenia za rany, tzw. Purple Heart.=


Składam serdeczne podziękowania dla Michała Muchy z Poznania za szereg cennych uwag i fachowe opisy do korespondencji.


 

JAWISZOWICE-DEKADĘ PÓŻNIEJ

W sobotę, 5. marca 2011 roku, wybrałem się z Krzysztofem Wójtowiczem (wielkim miłośnikiem lotnictwa i wydarzeń lotniczych rozgrywających się nad Kotliną Oświęcimską - zwłaszcza z udziałem lotnictwa amerykańskiego) na cmentarz komunalny w Jawiszowicach, by osobiście stwierdzić w jakim stanie znajduje się symboliczna mogiła amerykańskiego - tylnego strzelca z Latającej Fortecy o imieniu własnym "Św.Franciszek".

Minęło prawie dziesięć lat, gdy w bardzo mrożny i śnieżny, grudniowy dzień - skierowałem po raz pierwszy swe kroki ku symbolicznej mogile; na nieznanym mi osobiście - cmentarzu w Jawiszowicach.

To właśnie tam spotkałem, zupełnie przypadkowo Pana Jana Żaka, który był świadkiem niezwykłych lotniczych wydarzeń, jakie rozegrały się nad Wilamowicami i Jawiszowicami w grudniu 1944 roku. Wiele wówczas opowiedział mi faktów.

Tym razem było łatwiej i sami odnależliśmy mogiłę amerykańskiego lotnika. W lokalizacji mogiły bardzo pomocny jest plan rozmieszczenia poszczególnych grobów. Mogiła lotnika alianckiego znajduje się w sektorze 3. Pod numerem 10. jest krótka informacja: LOTNIK AMERYKAŃSKI.

Podchodzimy do mogiły i - przyjemne zaskoczenie: na płycie nagrobnej płonie kilka świeżych zniczy. Cieszą nas te OGNIE PAMIĘCI; jest to naoczny dowód, że mieszkańcy Jawiszowic pamiętają o bohaterskim lotniku z czasów minionej wojny.

Upłynęło już kilkadziesiąt lat od zbudowania skromnej mogiły i widoczne są już ślady pęknięcia postumentu. Renowacji wymagają również napisy wykonane na płytach mogiły. Niestety, nadal na płycie nagrobnej lotnik amerykański jest anonimowy, a jego zabójcę znamy z imienia i nazwiska!

Wydaje się koniecznością szybkie wykonanie stosownej tabliczki wymieniającej z imienia i nazwiska bohaterskiego lotnika z dalekiego kraju, który swoje młode życie zakończył pod mrożnym i niegościnnym, jawiszowickim niebem.

Osobnego wyjaśnienia wymaga historia śmigła samolotowego, które - podobno - zwieńczyło niegdyś lotniczą mogiłę, a które - podobno - znikneło z cmentarza! Otóż - na mogile lotnika jest jednak (przymocowana poziomo do płyty)bardzo już zniszczona jedna łopata z lotniczego śmigła! Niestety - nie ma na niej żadnych oznaczeń czy, np.numerów fabrycznych.

Czy zatem - jest cenna lotnicza pamiątka, która jednak zachowała się do naszych czasów? A może jednak zainstalowano łopatę, po zniknięciu oryginalnego śmigła z mogiły? Cóż - może jednak ktoś zna prawdę i podzieli się z Czytelnikami swoją tajemnicą. Może ktoś inny zna szczegóły wykonania symbolicznego nagrobka?


foto nr 1-marzec 2011r. Fragment symbolicznej mogiły lotnika amerykańskiego jaka znajduje się na cmentarzu komunalnym w Jawiszowicach. foto:Zbigniew Kubień

 


foto nr 2-marzec 2011 r. Symboliczna mogiła lotnika amerykańskiego na cmentarzu komunalnym w Jawiszowicach.Na płycie mogiły dobrze widoczna łopata śmigła. foto:Zbigniew Kubień

 


foto nr 3-marzec 2011 r. Autor artykułu przy symbolicznej mogile lotnika amerykańskiego. foto:Krzysztof Wójtowicz

 


foto nr 4-marzec 2011 r. Jedna z dwóch tablic na symboliczej mogile alianckiego lotnika jest już bardzo nieczytelna. foto:Zbigniew Kubień

 


foto nr 5-marzec 2011 r. Fragment symbolicznej mogiły z lotniczym akcentem-łopatą śmigła.Widoczne są sztuczne kwiaty i płonące znicze. foto:Zbigniew Kubień

 


foto nr 6-marzec 2011 r. Fragment symbolicznej mogiły z lotniczym akcentem. foto:Zbigniew Kubień

 


foto nr 7-marzec 2011 r. Widoczne znaczne pęknięcia na płycie dolnej mogiły z mało czytelną już inskrypcją. foto:Krzysztof Wójtowicz

 


foto nr 8-marzec 2011 r. Łopata śmigła jest już bardzo zniszczona zębem czasu. foto:Zbigniew Kubień

 


foto nr 9-marzec 2011 r. Charakterystyczny kamienny krzyż przy którym znajduje się symboliczna mogiła lotnika. foto:Krzysztof Wójtowicz

 


foto nr 10-marzec 2011 r. Plan cmentarza w Jawiszowicach.Pozycja nr 10 i lakoniczny napis:LOTNIK AMERYKAŃSKI. foto:Zbigniew Kubień

 


foto nr 11-marzec 2011 r. Plan cmentarza w Jawiszowicach,gdzie wzmiankowana jest symboliczna mogiła lotnika amerykańskiego. foto:Krzysztof Wójtowicz

 


foto nr 12-marzec 2011 r. Plan cmentarza w Jawiszowicach.Symboliczna mogiła lotnika amerykańskiego znajduje się:SEKTOR 3-RZĄD I -POZYCJA 10. foto:Zbigniew Kubień

 


foto nr 13-marzec 2011 r. Zabytkowy,drewniany kościół pw.św.Marcina w Jawiszowicach znajduje się nieopodal cmentarza komunalnego z symboliczną mogiłą lotnika amerykańskiego. foto:Zbigniew Kubień

 


foto nr 14-marzec 2011 r. Piękny i zabytkowy,drewniany kościół w Jawiszowicach urzeka swoją urodą architektury. foto:Zbigniew Kubień

 


foto nr 15-marzec 2011 r. Włosienica k. Oświęcimia.Z pobliskiej drogi wyłania się dziwny kształt-to lekki bunkier przeciwodłamkowy,budowany masowo przez Niemców. foto:Krzysztof Wójtowicz

 


foto nr 16-marzec 2011 r. Włosienica k. Oświęcimia.Kilkaset metrów dalej znajduje się inny bunkier identycznej konstrukcji. foto:Krzysztof Wójtowicz

 


foto nr 17-marzec 2011 r. Włosienica k. Oświęcimia-inne ujęcie tego bunkra. foto:Zbigniew Kubień

 


foto nr 18-marzec 2011 r. Włosienica k. Oświęcimia-dobrze widoczne szczegóły konstrukcyjne historyczngo bunkra z czasów II wojny światowej. foto:Zbigniew Kubień

 


foto nr 19-marzec 2011 r. Włosienica k. Oświęcimia-przymiarka do bunkra. foto: Zbigniew Kubień

 


foto nr 20-marzec 2011 r. Włosienica k. Oświęcimia.Gratka dla miłośników fortyfikacji. foto:Krzysztof Wójtowicz

 

Historia załogi Latającej Fortecy z Wilamowic ma jeszcze wiele tajemnic. Warte są rozwiązania i utrwalenia. Wszak wiedzy - nigdy nie za dużo ...

Poniżej - jedna z wielu historii, które napisało życie, łącząc losy ludzi z wydarzeniami mającymi miejsce w Wilamowicach, związanych z Latającą Fortecą.

 

FOTOGRAFIE, KTÓRE RATUJĄ ŻYCIE. NIEZWYKŁE DZIEJE NIEMIECKIEGO POLICJANTA Z WILAMOWIC. maj, 2011 rok

Wskazówki historycznego zegara ciągle odmierzają nowe fakty. Warto czasami przesunąć je z powrotem. Ujrzymy niezwykłe wydarzenia z lat minionych-tym razem będzie to dalsza historia Latającej Fortecy z Wilamowic, która - jak się wydaje-nie ma końca.

Jak już wcześniej pisałem - przez cały okres prac rozbiórkowych,wrakowiska ze szczątkami Fortecy "Św.Franciszek" pilnował niemiecki policjant Wilhelm Krawczyk z pochodzenia Ślązak. Był zapalonym fotografem. Wykonał serię zdjęć miejsca lotniczej katastrofy amerykańskiego bombowca. Wg opinii - nieżyjącej już niestety - Pani Heleny Mosler z Wilamowic, niemiecki policjant był dobrym i prawym człowiekiem i pozytywnie zapisał się w pamięci miejscowej, polskiej ludności. Prace przy usuwaniu szczątków Fortecy trwały kilkanaście dni.Przez cały ten okres niemiecki policjant zakwaterowany był w gospodarstwie Państwa Moslerów. Zaprzyjażnił się z nimi i sporo im o sobie opowiedział. Wydarzenia te miały miejsce w grudniu 1944 roku,a styczeń 1945 przyniósł powiew wolności dla umęczonych ludzi ziemi oświęcimskiej.

Kolejne miejscowości zajmowała armia czerwona, bezwględnie rozprawiając się z wojskami niemieckimi. Nieznane są bliżej dramatyczne chwile, jakie przeżył niemiecki policjant Wilhelm Krawczyk podczas panicznego odwrotu. Faktem jest, że otrzymał postrzał prosto w serce i ... przeżył! Uratował go plik fotografii, jakie nosił właśnie w lewej kieszeni munduru. Kula utkwiła w fotografiach,jak w tarczy,niszcząc część z nich. Mijały lata. Ludzie po okupacyjnej nocy zaczęli budować budynki i rodziny. Przychodziły na świat dzieci. Zabliżniały się powoli wojenne rany.

Któregoś dnia w domu Państwa Moslerów zawrzało! Otóż-odwiedził ich niezwykły gość! To były niemiecki policjant z czasów wojny - Wilhelm Krawczyk! To była długa rozmowa; opowiedział swoje niezwykłe przeżycia czasów wojny. Po wojnie zamieszkał w NRD. Do Wilamowic przyjechał motocyklem. Dopiero wówczas rodzina Moslerów dowiedziała się dramatycznych wojennych szczegółów niemieckiego policjanta, któremu życie uratowało jego hobby-fotografowanie!

To wówczas Pani Helena Mosler otrzymała od Wilhelma Krawczyka cenne zdjęcie - talizman pokazujące wydobywanie z ziemi silników z Latającej Fortecy "Św.Franciszek", które pozwoliła skopiować do niniejszego artykułu.

Wiele takich niezwykłych historii jeszcze nie ujrzało światła dziennego. Dużo zależy od nas-utrwalajmy je dla potomnych. Wszak warto to czynić...

 

 

W prezencie od mojego kolegi z branży - Jerzego Bocia - otrzymałem niezwykłe lotnicze zdjęcia dotyczące lotnictwa amerykańskiego! Bardzo serdecznie dziękuję wraz z redakcją andrychow.pl za zgodę na opublikowanie tych unikalnych fotografii w treści niniejszego artykułu. O ile mi wiadomo - jest to pierwsza publikacja tych fotografii! wraz z profesjonalnym komentarzem - opisem przedstawionych na nich treści. Być może niektórzy pomyślą, że ostatnie zdjęcie DAKOTY znalazło się w tym materiale przypadkowo. Ma ono jednak również związek z tematem, ponieważ lotnicy często do swoich baz byli transportowani tymi właśnie maszynami! Bardzo dziękujemy za niezwykłe fotografie - oryginalnego wyposażenia lotnictwa amerykańskiego, które zachowało się do naszych czasów!

 

Fotografie i ich opis : Jerzy Boć


Foto : Jerzy Boć. Fot 1 - Optyczna część bombowego celownika Norden używanego w B-17 i B-24;

 


Foto : Jerzy Boć. Fot 2 - Przykładowy rodzaj maski tlenowej, hełmofonu i gogli stosowanych w USAF;

 


Foto : Jerzy Boć. Fot 3 - Hełm stosowany przez załogi bombowców w czasie ostrzału prowadzonego przez FLAK;

 


Foto : Jerzy Boć. Fot 4 - Amerykańska odznaka bombardiera z okresu wojny noszona na mundurach nad lewą górną kieszenią;

 


Foto : Jerzy Boć. Fot 5 - Amerykańska odznaka pilota z okresu wojny noszona na mundurach nad lewą górna kieszenią;

 


Foto : Jerzy Boć. Fot 6 - Czapka od amerykańskiego oficerskiego wyjściowego munduru lotniczego;

 


Foto : Jerzy Boć. Fot 7 - Guziki munduru wyjściowego;

 


Foto : Jerzy Boć. Fot 8 - Przykładowy ubiór i wyposażenie czlonka załogi bombowca z hełmem i kamizelką chroniącymi przed odłamkami FLAK.

 


Foto : Jerzy Boć. Fot 9 - Samolot DC-3 Dakota.

 

 

Powyżej - oryginalne zdjęcie pilota amerykańskiego w mundurze oficerskim wyjściowym.

Ciekawostką są polskie korzenie pilota! Jego ojciec - Chrapkiewicz Roman urodził się w Kętach, 5.lipca 1896 roku. Wyemigrował do USA jeszcze przed wybuchem I wojny światowej; mając zaledwie 17 lat.

Niestety - nieznane jest nam imię pilota amerykańskiego noszącego swojskie nazwisko :Chrapkiewicz.
Ciekawe są również dzieje powyższej fotografii. Po wojnie trafiła z przesyłką do Andrychowa, gdzie nasz pilot ma również rodzinę. Cenna fotografia przetrwała burzliwe dzieje naszej ojczyzny i jest rodzinną pamiątką Stanisławy Kubień z Andrychowa; której serdecznie dziękuję za udostępnienie rodzinnego skarbu! Trzeba było wykazać się wielką odwagą, by przechować w powojennych czasach - "dowód winy" !!!

 

„Święty Franciszek”, który swoją wojenną karierę rozpoczął w dniu 19.04.1944 r. po dostarczeniu go do 419 Dywizjonu Bombowego, 301 Grupy Bombowej nie był zwykłą wersją B-17, ale przystosowaną do bombardowania przy użyciu sterowanych bomb lotniczych (AZON) - jednego z pierwszych typów broni inteligentnej. Był to innowacyjny system umożliwiający kierowanie drogą radiową  z pokładu bombowców zmodyfikowanych bomb lotniczych przez zmianę ich azymutu w czasie swobodnego opadania, a tym samym ręczne naprowadzanie ich na cel.

Modyfikacja bomb polegała na zastosowaniu specjalnych stabilizatorów lotu zamiast klasycznych. Były one większe i zawierały odbiornik radiowy, napęd mechanizmu sterującego z żyroskopem i ogniwo zasilające.

Dodatkowo w celu ułatwienia naprowadzania bomb na cel stosowano świece dymne ułatwiające obserwację toru ich opadania.

Oprócz bomb modyfikacji wymagały również samoloty mające je przenosić, na których zabudowano dodatkową sterującą aparaturę radiową.

Z uwagi na fakt, iż użycie bomb typu AZON  wymagało wizualnego kontaktu bombardiera zarówno z celem jak i bombą, ich użycie wymagało dobrych warunków atmosferycznych oraz  lotu na znacznie niższym pułapie niż w tradycyjnych nalotach. To z kolei znacznie zwiększało prawdopodobieństwa zestrzelenia bombowców. Aby ryzyko to zmniejszyć dokonywano dodatkowych zmian konstrukcyjnych maszyn. Polegały one  na zwiększeniu opancerzenia ich newralgicznych części, głównie silników.  Dodatkowo przebudowie poddawano drzwi komory bombowej, dzięki czemu otwierały się one błyskawiczne w porównaniu z fabrycznymi, co wpływało na szybkość wykonania zadania, a co za tym idzie, z uwagi na wspomniany niski pułap lotu, na zmniejszenie ryzyka trafienia samolotu.

Wspomniane powyżej wymagania odnośnie warunków użycia bomb sterowanych radiowo były głównym powodem sporadycznego ich stosowania, dlatego zmodyfikowane samoloty brały udział głównie w tradycyjnych misjach bombowych.  

Oprócz  B -17G -35-BO  nr 42-32104  o nazwie „Św. Franciszek”  do 419 Dywizjonu Bombowego, 301 Grupy Bombowej przydzielono pięć bliźniaczych B-17 przystosowanych do przenoszenia bomb AZON. Były to:

  1. B-17 G-35-BO  nr 42-32100
  2. B-17 G-35-BO  nr 42-32103
  3. B-17 G-35-BO  nr 42-32105
  4. B-17 G-35-BO  nr 42-32107
  5. B-17 G-35-BO  nr 42-32108.

 

Bomba typu AZON.

Rys. Jerzy Boć.

  1. Standardowa bomba lotnicza;
  2. Bezpiecznik;
  3. Specjalny stabilizator zawierający odbiornik radiowy, układ sterowania, żyroskop i źródło zasilania;
  4. Świeca dymna;
  5. Wychylany ster;
  6. Antena odbiorcza.

 

Autorem tekstu i rysunku w tej (zaznaczonej) części artykułu jest Jerzy Boć

Kolejny raz - autor opracowania i redakcja andrychow.pl serdecznie dziękuje Panu Jerzemu Bociowi za pomoc w uzupełnieniu artykułu niezwykle ciekawym materiałem historycznym!

 

Odnaleziono kolejną część z Fortecy ,,Św.Franciszek" Została zidentyfikowana przez Jerzego Bocia!

WIEŻA (STRZELECKA) ŚW. FRANCISZKA

W połowie maja 2011 roku otrzymałem od Marcina Dziubka z Bielan k.Oświęcimia dwie intrygujące fotografie przedstawiające jakieś lotnicze części. Przypominały kształt przekładni. Lotnicze złomowisko urządzili Niemcy w Rajsku koło Oświęcimia. Przejęte zostało następnie przez Polaków.

Na zdjęciach doskonale są widoczne numery fabryczne (katalogowe?) dobrze zachowanych części bombowca.

Wg Marcina Dziubka - są to części z Latającej Fortecy z Wilamowic (tak poinformowała go osoba,której ojciec przyniósł te detale w czasie wojny z wrakowiska).

O pomoc w rozwiązaniu lotniczej zagadki poprosiłem kilku kolegów z branży. Po pewnym czasie odezwał się Jerzy Boć z Warszawy i przysłał mi następujący tekst, który definitywnie pomógł w rozwiązaniu kolejnej zagadki Latającej Fortecy "Św.Franciszek".

Pragnę bardzo serdecznie podziękować Marcinowi Dziubkowi za cenne zdjęcia kolejnych części Fortecy ,,Św.Franciszek" a także - Jerzemu Bociowi za zidentyfikowanie tychże części.

Do akcji pomocy czynnie włączył się Michał Mucha, który już wielokrotnie rozwiązywał trudną lotniczą łamigówkę - pod nazwą : Latająca Forteca z Wiamowic!

Zbigniew Kubień


Foto : Marcin Dziubek


Foto : Marcin Dziubek

"Zdjęcia przedstawiają rozmontowaną przekładnię mechanizmu służącego do zmiany położenia karabinów maszynowych w płaszczyźnie pionowej górnej wieżyczki strzeleckiej B-17. Dwie połowy ze zdjęcia po złączeniu tworzą jedną całość. W wieżyczce znajdowały się dwa elementy przenoszące napęd -"lewy" i "prawy" umiejscowione przy lewym i prawym karabinie pomiędzy ich zewnętrznymi częściami a osłoną wieżyczki."

Jerzy Boć

 

Foto:Marcin Dziubek

Rozmontowana przekładnia mechanizmu służącego do zmiany ustawienia karabinów maszynowych w strzeleckiej wieżyczce grzbietowej B-17. Mechanizm przekładni nadal znajduje się w doskonałym stanie i-do dziś jest sprawny! Trudno uwierzyć,że ten lotniczy element konstrukcyjny Latającej Fortecy ma 66 lat i dalej może cieszyć oko miłośników lotnictwa.


 

Historia. Jak mawiał jeden z moich kolegów - "jeden człowiek - wie bardzo dużo, ale wszyscy ludzie - wiedzą wszystko!" - tym bardziej cieszy nas fakt, że jest wśród czytelników strony andrychow.pl grupa ludzi, którzy z taką dociekliwością i fachową wiedzą rozwiązują tak zawiłe i dawno zapomniane przez wielu - ścieżki naszej historii.

Dziękujemy Wam za to!
Redakcja andrychow.pl

 

Redakcja andrychow.pl obiecała nam na bieżąco śledzić postępy naszych lotniczych prac!

ARCHEOLOGIA LOTNICZA-ROZPOCZĘCIE POSZUKIWAŃ

Historia południowej Polski naszpikowana jest wprost niezwykłymi wydarzeniami lotniczymi z czasów ostatniej wojny. Wiele z nich czeka na wyjaśnienie już kilkadziesiąt lat! Oto dwa przykłady, którymi warto się zająć :

  • Rok 1945;wiosna-lato. W okolicy rzeki Sanka, pomiędzy miejscowościami Kryspinów - Liszki, wylądowała awaryjnie amerykańska Dakota. Samolot - niefortunnie - siadł w terenie podmokłym i zarył się w grząski teren. Podobno już nigdy nie wzbił się w powietrze. Zdekompletowany i rozszabrowany wkrótce przestał istnieć jako piękna maszyna. Może okoliczni mieszkańcy zachowali jakieś elementy Dakoty, świadczące naocznie, że wydarzenie to rzeczywiście miało miejsce.
  • Rok 1944; lato - jesień. Nieopodal Chrzanowa,w miejscowości Płaza,podobno lądował awaryjnie jakiś duży, amerykański (podobno miał dużą białą gwiazdę na kadłubie!) samolot. Prawdopodobnie-mogła to być Latająca Forteca B-17, bądż B-24 Liberator.

Może komuś uda się rozwiązać te lotnicze zagadki, które mogą być zaledwie wierzchołkiem lotniczej góry; o którą rozbijają się już coraz gęstsze chmury niepamięci. Z pewnością - trzeba spróbować!

Amerykański samolot DC-3 Dakota w barwach brytyjskiego RAF. Barwną sylwetkę wykonał-nieżyjący już niestety - Wiesław Bączkowski z Warszawy. Malunek samolotu pochodzi ze zbiorów Zbigniewa Kubienia.

 

Poniżej - kolejny raz dzięki uprzejmości i ogromej wiedzy Jerzego Bocia mamy możliwość podejrzeć fragmenty historii. To jest właśnie archeologia lotnicza! Właśnie takie maszyny latały nad Andrychowem, niewielu Andrychowian wie o tym, a zapewne jeszcze mniej - widziało je z bliska! Po kilkudziesięciu latach możemy przyjrzeć się ich sylwetkom!

Maszyny te często widywano nad Andrychowem w czasie wojny, ale przeważnie jako świecące punkciki w asyście jeszcze mniejszych punktów, czyli osłony myśliwskiej. Wokół armady grożnych maszyn rozrywały się pióropusze czarnych dymów - to było dzieło niemieckich artylerzystów. Czasami maszyny te spadały, lub - lądowały awaryjnie : Zygodowice, Jeleśnia, Koniówka, Wilamowice, Osiek, Kraków.Takich miejsc jest wiele - do dziś nie jest znana historia niektórych maszyn i ich załóg. Amerykanie odnosili również zwycięstwa.Tak było 13 września 1944 roku nad Andrychowem, gdzie Niemcy utracili w walce dwa myśliwce, które spadły w Bulowicach i w Wieprzu.

Poniżej - Fotografie i opisy autorstwa Jerzego Bocia


Foto : Jerzy Boć - Fot. 1. Dziobowa część bombowca Boeing B-17 G o nazwie własnej "Shoo Shoo Shoo Baby" z 91 Grupy Bombowej 8 Armii Powietrznej. Maszyna ta 29 maja 1944 roku brała udział w nalocie na Poznań. Ze względu na problemy z silnikiem misja ta okazała się jej ostatnim lotem bojowym. Zmuszona do lądowania w Szwecji została tam internowana wraz z załogą. Historię tego egzemplarza opisał dokładnie w magazynie lotniczym Aeroplan nr 2 z 1995 roku dobrze znany wszystkim czytelnikom - kolega Michał Mucha. Obecnie "Shoo Shoo Shoo Baby" znajduje się w National Museum of the US Air Force w Dayton, Ohio gdzie wykonano to zdjęcie.

 


Foto : Jerzy Boć


Foto : Jerzy Boć - Fot. 2 i 3. North American P-51D w barwach 351 Dywizjomu, 353 Grupy Myśliwskiej, 8 Armii Powietrznej. Zdjęcie wykonano w Smithsonian National Air and Space Museum , Washington D.C.

 


Foto : Jerzy Boć - Fot.4. Consolidated B-24D Liberator. Bombowce tego typu, ale wersje z wieżyczką strzelecką w części dziobowej, wraz z B-17 brały udział w nalotach na cele w Polsce. Maszyna ze zdjęcia używana była w latach 1943-1944 w Afryce Północnej i obecnie również jest eksponatem w National Museum of the US Air Force w Dayton, Ohio

 


Foto : Jerzy Boć - Fot. 5. Kolejny eksponat National Museum of the US Air Force w Dayton - Messerschmitt Bf 109G-10 w barwach Jagdgeschwader 300, jednostki, która broniła Niemiec przed bombowcami aliantów. Myśliwce takie działały również nad terytorium Polski i latały nad Andrychowem walcząc z amerykańskimi Mustangami.

 


Foto : Jerzy Boć - Fot.6. Inne ujęcie P-51 D z National Museum of the US Air Force, Dayton w barwach maszyny, na której latał płk C.L. Sluder - dowódca sławnej 325 Grupy Myśliwskiej 15 Armii Powietrznej, znanej już czytelnikom z artykułu "Czarna środa Białych Gwiazd nad Śląskiem 1944. Powietrzna bitwa nad Andrychowem" autorstwa nieocenionego Zbigniewa Kubienia.

 

Dzięki wspaniałemu koledze - Jerzemu Bociowi mamy sylwetkę Latającej Fortecy "Św.Franciszek" To wspaniały "lotniczy rarytas" dla miłośników historii II wojny światowej. Rysunek przedstawia amerykański bombowiec, który jest w wielkich opałach. Niemieccy przeciwlotnicy "wstrzelali" się w cel i chwile amerykańskiej Fortecy są policzone ...


Rys. Jerzy Boć - wszelkie prawa zastrzeżone

 

Od doskonałego ilustratora i autora wielu publikacji o tematyce lotniczej - niezapomnianego Pana Wiesława Bączkowskiego z Warszawy otrzymałem kiedyś w prezencie interesujące zdjęcie Latającej Fortecy, która akurat jest remontowana. Na fotografii widać sporo szczegółów konstrukcyjnych słynnego bombowca czasów II wojny św.

Zbigniew Kubień. Wszelkie prawa zastrzeżone.

 


WILAMOWICE - ŚWIĘTY FRANCISZEK W REMIZIE - KOLEJNA ODSŁONA.

Niedawno otrzymałem ciekawą informację od Marcina Dziubka - znanego historyka z Bielan k. Oświęcimia i naszego cenionego współpracownika, który niejednokrotnie pomagał nam już w wyjaśnianiu kolejnych szczegółów dot. Latającej Fortecy "Św.Franciszek" która spadła w Wilamowicach, w grudniu 1944 roku.

Otóż Marcin Dziubek poinformował nas, że w remizie Ochotniczej Straży Pożarnej w Wilamowicach znajduje się stała ekspozycja dot. amerykańskiej Latającej Fortecy "Św.Franciszek".

Początkiem stycznia 2012 roku wybrałem się do Wilamowic wraz z Krzysztofem Wójtowiczem - wielkim miłośnikiem lotnictwa, ze szczególnym wyróżnieniem lotniczych wydarzeń, które miały miejsce w Kotlinie Oświęcimskiej.

Uprzejmy komendant OSP w Wilamowicach - Pan Jan Sztafiński skierował nas do opiekuna remizy i pięknych strażackich eksponatów - Pana Józefa Tetłaka.

Mieliśmy możność zobaczyć z bliska bogate zbiory związane z pożarnictwem, a także - niedużą, ale,wartościową ekspozycję dot. amerykańskiego bombowca.

Gospodarz i kustosz strażackich i lotniczych eksponatów - Pan Józef Tetłak ciekawie i wyczerpująco opowiadał o zgromadzonych eksponatach, które znajdują się w doskonałym stanie - co jest zasługą wyżej wymienionego.

To była interesująca i pouczająca wizyta w znanym w całej Polsce miasteczku - Wilamowice. Warto się odwiedzać i wymieniać doświadczenia.

Autor:Zbigniew Kubień
Foto:Zbigniew Kubień

 

 

Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do wyjaśnienia niezwykłych wojennych losów lotników z Latającej Fortecy "Św.Franciszek", która przerwała swój lot na ziemi oświęcimskiej - daleko od swojej bazy i ojczyzny.

Próby odtworzenia historii amerykańskiej załogi Latającej Fortecy spod Wilamowic byłyby niemożliwe, gdyby nie bezinteresowna pomoc wielu osób – zarówno bezpośrednich świadków opisywanych powyżej wydarzeń oraz ich rodzin, jak i zaprzyjaźnionych badaczy. Znaleźli się wśród nich :

  • Michał Mucha z Poznania,
  • Marcin Dziubek z Bielan k.Oświęcimia
  • Szymon Serwatka, Bad Soden – Niemcy,
  • Jerzy Boć z Warszawy,
  • Krzysztof Kowalski z Kęt,
  • Barbara Tomanek,
  • Helena Mosler,
  • p. Balcarek i Jan Włoszek z Wilamowic,
  • Jan Żak
  • ks. proboszcz Henryk Zontek z parafii p.w. św. Marcina w Jawiszowicach.

Serdecznie pragnę im podziękować za życzliwość i cierpliwość.

 

 

Zbigniew Kubień

 

Powyższy materiał chroniony jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone.

 

[Powrót do działu Historia Polski | Powrót do spisu działów ]

PostNuke Powered Site, GNU/GPL Licence, Administracja : wins@andrychow.pl , Telefon 502 740628
Wszystkie loga, znaki handlowe, treść, fotografie oraz skrypty i moduły na tej stronie należą do ich właścicieli.
Regulamin świadczenia usług :: Polityka prywatności :: Redakcja Za treść ogłoszeń i reklam nie odpowiadamy
Polityka strony dotycząca cookies
Korzystając z niniejszej strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki i polityką strony dotyczącą cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookies w Twojej przeglądarce.